Kolejni doradcy finansowi idą po pieniądze z giełdy. W kwietniu ofertę publiczną przeprowadził lider rynku Open Finance. Teraz w ślad za nim chce iść spółka numer trzy na rynku pośrednictwa w sprzedaży hipotek – Dom Kredytowy Notus.

– Przygotowujemy prospekt emisyjny. Myślę, że wkrótce zostanie on złożony w Komisji Nadzoru Finansowego – mówi Robert Pepłoński, prezes Domu Kredytowego Notus. Jego zdaniem, biorąc pod uwagę to, ile trwa spełnienie wszystkich formalności, debiut będzie możliwy najwcześniej w IV kwartale 2011 r.

Spółka działa na rynku pośrednictwa od 2004 r. Koncentruje się głównie na ofercie kredytów hipotecznych. W ubiegłym roku ich sprzedaż wyniosła 1,98 mld zł. Expander – numer dwa na rynku – był niewiele lepszy; za jego pośrednictwem udzielono ich na nieco ponad 2 mld zł.

– Główną częścią naszego biznesu wciąż pozostanie sprzedaż kredytów hipotecznych. W tym sektorze dalej planujemy wzmacniać naszą pozycję. Mamy w ofercie produkty inwestycyjne, ale nie stanowią one dla nas istotnego źródła przychodów – mówi Pepłoński.

Jak prezes Notusa będzie przekonywał inwestorów, żeby kupili akcje spółki?

– Polacy, w porównaniu z mieszkańcami reszty Europy, zaciągnęli przez ostatnie lata stosunkowo niewiele kredytów hipotecznych. Będą to robić w najbliższej przyszłości, dlatego zapotrzebowania na nasze usługi z pewnością nie zabraknie – mówi Pepłoński.

Biorąc pod uwagę odsetek gospodarstw domowych z obciążoną hipoteką, wciąż jesteśmy w tyle za resztą Europy. W Polsce to raptem 8,3 proc., zaś np. w Czechach 17,5 proc., średnia dla całej Unii wynosi 36,9 proc.

Analitycy nie chcą komentować kondycji spółki, dopóki nie zobaczą prospektu emisyjnego. Jej model biznesowy sporo różni się od Open Finance, trudno ją ocenić, biorąc pod uwagę te same kryteria. Poza tym w przypadku Open Finance dużym ułatwieniem było to, że jako część giełdowego Getin Holdingu musiała podawać przynajmniej niektóre dane finansowe. Notus takich informacji nie podaje, a o tym, że spółka od początku działalności jest rentowna, wiadomo jedynie z zapewnień zarządu.

– W tego typu biznesach ważne są relacje spółki z pracownikami. Zwłaszcza w przypadku Notusa, który nie ma tak rozpoznawalnej marki jak na przykład Open Finance. Dlatego większą siłą tej firmy nie jest jej nazwa, a ludzie – mówi Krzysztof Stępień z Opera TFI. Jego zdaniem ważne, czy są oni zatrudnieni na etacie, czy związani z firmą w inny sposób. Może się bowiem okazać, że w razie spowolnienia rozwoju koszt ich utrzymywania może mocno nadszarpnąć kondycję spółki. Z drugiej strony problemy mogą się również pojawić, kiedy doradców będzie chciała podkupić konkurencja.

Na razie nie wiadomo, ile z giełdy chce pozyskać Notus. Pieniądze zostaną wykorzystane na rozwój sieci oddziałów, a także przejęcia w branży.