Ekonomiści uważają, że w kolejnych miesiącach nie możemy tam oczekiwać wysokiej dynamiki wzrostu liczby etatów.

Jak podał wczoraj GUS, zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, czyli w firmach zatrudniających powyżej dziewięciu pracowników, wyniosło w kwietniu nieco ponad 5,5 mln osób. W porównaniu z marcem wzrosło tylko o 0,1 pkt proc., a z kwietniem 2010 r. – o 3,9 proc. Ekonomiści spodziewali się w kwietniu większego, bo około 4-proc. przyrostu etatów.

– Między marcem a kwietniem przybyło w sektorze przedsiębiorstw 5,3 tys. pracowników wobec 14,6 tys. wzrostu w tym samym okresie rok temu. Oznacza to, że po raz pierwszy od września 2009 r. spadła roczna dynamika zatrudnienia – mówi Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.

I zaraz dodaje, że jest to wynikiem wygasania efektu niskiej bazy – zatrudnienie w styczniu tego roku osiągnęło poziom sprzed spowolnienia gospodarczego. Czerniak uważa, że w kolejnych miesiącach dynamika wzrostu zatrudnienia spadnie do 3,5 proc. Jeszcze bardziej pesymistyczny jest Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego, który prognozuje, że spowolni ona do 2,5 proc.

Nie będzie to jednak oznaczać pogorszenia sytuacji na rynku pracy. Ekonomiści wskazują, że zatrudnienie będą zwiększać mniejsze firmy i to nie tylko te zajmujące się przetwórstwem przemysłowym. – Spodziewam się wzrostu popytu na pracowników ze strony firm budowlanych, handlowych, transportowych i usługowych – mówi Marcin Mazurek, analityk BRE Banku.

Wzrostowi zatrudnienia sprzyjać ma wzrost inwestycji, łatwiejszy dostęp do finansowania i rosnący popyt – co wpłynie na poprawę kondycji przedsiębiorstw. – Sądzę, że dynamika produkcji przemysłowej utrzyma się na poziomie ponad 6 proc. – uważa Marcin Mazurek.

Eksperci prognozują, że w kolejnych miesiącach firmy mogą szybko się rozwijać, bo banki odkręciły kurek z kredytami.

Jak podał wczoraj NBP, w pierwszym kwartale jedna trzecia instytucji finansowych złagodziła politykę kredytową wobec małych i średnich przedsiębiorstw. Łatwiej i taniej jest uzyskać finansowanie, gdyż instytucje finansowe również obniżyły marże. Banki twierdzą, że w I kwartale odnotowały wzrost popytu na wszystkie rodzaje kredytów dla firm, choć największy na krótkoterminowe. Przedsiębiorstwa odbudowywały za nie zapasy i kapitał obrotowy. Bankowcy mówią, że także w tym kwartale łagodzą politykę kredytową. Spodziewają się, że dzięki temu wzrośnie popyt na finansowanie długoterminowe.

Przedsiębiorstwa czują presję płacową i będzie się ona wzmagać

Prof. Andrzej Blikle | prezes rady nadzorczej A.Blikle

Presja płacowa w przedsiębiorstwach odczuwalna jest już od jakiegoś czasu. Na pewno ma na nią wpływ wzrost cen, bo pracownicy chcą, aby ten wzrost był im wyrównywany, często z nawiązką w wynagrodzeniach. I to jest naturalne. Jednak naciski płacowe wywoływane są też bardzo agresywną reklamą wielu produktów. Ludzie biorą na nie kredyty, bo banki znów im to umożliwiają. A raty są często bardzo dotkliwie odczuwalne dla budżetów domowych. To kolejny powód, dla którego pracownicy chcą więcej zarabiać. Trzecim powodem nacisków płacowych jest brak utożsamiania się pracowników z firmą, poczucia pewności, ważności dla przedsiębiorstwa, w końcu brak przekonania, że w razie problemów pracownika – zdrowotnych czy rodzinnych – firma mu pomoże. Wyższe zarobki są formą nagrody za ten brak pewności, przynależności i wsparcia. Pracownicy muszą być jednak świadomi, że wzrost płac nie może iść w parze ze wzrostem zatrudnienia, szczególnie w sytuacji wysokiej inflacji. Na to mogą sobie pozwolić tylko firmy, które mają znaczny wzrost popytu na swoje wyroby i równocześnie potrafią zracjonalizować wydatki nieosobowe.