Ciekawe, jak zakończy się rozgrywka ministra skarbu Aleksandra Grada z Jastrzębską Spółką Węglową. Kto wygra? Na 90. procent górnicy.

Dla związkowców robienie interesów z ministrem Gradem musi być nie lada frajdą. Nie tylko jest ciekawie i śmiesznie, można jeszcze nieźle zarobić. Wygląda na to, że załoga JSW reprezentowana przez prężne i skuteczne związki zawodowe dostanie wszystko, co będzie chciała – akcje, podwyżki pensji, a nawet gwarancje zatrudnienia na wiele lat. Pewną niewiadomą jest to, czy uda im się przekonać ministra, by wszystkie pieniądze pochodzące z prywatyzacji JSW zostawił w spółce, a nie transferował do budżetu. To interesujące zagadnienie będzie na pewno przedmiotem gorących dyskusji, bo chodzi o kilka dobrych miliardów złotych, które mogą uratować trzeszczący w szwach budżet państwa. Albo zasilić JSW, bo inwestycje w górnictwie są przecież kosztowne.

Panowie na pewno dojdą do porozumienia, bo minister Grad ceni pracę górników, a górnicy szanują ministra, który jak może, idzie im na rękę. Szef resortu napisał osobisty list do górników, w którym ciepło mówił o ich trudnym zawodzie. Nić porozumienia, która zawiązała się pomiędzy prywatyzowanymi a prywatyzatorem, musi przynieść owoce.

To dobrze dla załogi, dla ministra Grada, ale czy zadowolony będzie Jacek Rostowski, szef Ministerstwa Finansów, który musi znaleźć pieniądze, by dopiąć kasę państwa? Co zrobi, jeżeli na przykład dostanie połowę tego, co sobie obiecał? Albo nie dostanie nic? Niezły bigos będą mieli szefowie JSW, którzy muszą rządzić spółką obrosłą w przywileje, z załogą nie do ruszenia.

Chwała ministrowi Gradowi, że prywatyzuje, tylko dlaczego w takim stylu? Nie dalej jak miesiąc temu wycofał się z prywatyzacji Enei. Ta dziwaczna operacja, w której resort zmieniał terminy sfinalizowania transakcji jak na karuzeli, zakończyła się klapą. Minister robi teraz wszystko, by podobną kompromitacją nie domknęła się historia z JSW. Pewnie mu się uda sprzedać spółkę (o ile oczywiście weta nie postawi koalicjant z PSL), bo widać gołym okiem, że MSP nie brakuje skłonności do kompromisu.

Co sobie o tym pomyślą inwestorzy, którzy chcieliby kupić inne firmy przeznaczone do prywatyzacji? Czy przy tak słabym państwowym właścicielu, a tak mocnych załogach znajdzie się chętny, który za przyzwoite pieniądze zechce przejąć Eneę, Ciech, kolejowy Cargo czy Zakłady Azotowe Puławy?

Na JSW chętni się znajdą, od czego w końcu jest KGHM, PGE czy PZU? A że w swoich portfelach będą mieli kukułcze jajo, jakim w końcu może stać się JSW? I że ich akcje mogą z tego powodu mocno stracić? To już nie jest zmartwienie resortu skarbu.