Łącznie w styczniu i lutym zniknęło 13,4 tys. firm i obecnie jest ich już poniżej 3,9 mln – wynika z danych HBI Polska, opracowanych specjalnie dla „DGP”.

Największy odsetek wyrejestrowanych firm odnotował handel detaliczny, gdzie w styczniu i lutym powstało niewiele ponad 7 tys. nowych firm, a działalność zakończyło dwa razy więcej.

– Z rynku znikały przede wszystkim podmioty prowadzące sprzedaż na targach, bazarach i targowiskach, ale też sklepy. W styczniu i lutym ubyło ich 3,6 tys., a nowych powstało zalewie 1,5 tys. Zatem bilans jest ujemny – wyjaśnia Tomasz Starzyk, ekspert z firmy badawczej Dun & Bradstreet.

Zdaniem Andrzeja Falińskiego, dyrektora generalnego Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, wpływ na kurczącą się liczbę firm w branży handlowej ma konsolidacja rynku. Małe sklepy coraz częściej udają się pod skrzydła silnych i dużych podmiotów, co gwarantuje im przetrwanie na rynku.

Inaczej jest w branży usługowej, która po prostu się kurczy. Najbardziej odczuli to agenci i brokerzy ubezpieczeniowi. W pierwszych dwóch miesiącach zarejestrowano w tym sektorze 724 firmy, podczas gdy wyrejestrowano aż 1311. – W tej branży już od dłuższego czasu nie działo się dobrze. Firmy i osoby prywatne w poszukiwaniu oszczędności rezygnowały z usług agentów i brokerów. W przyszłości ten trend może jednak ulec odwróceniu – uważa Starzyk.

Przedsiębiorstwa usługowe nie wytrzymują także stale rosnących cen paliw. Na przestrzeni kilku miesięcy benzyna zdrożała o 20 proc., co uderza przede wszystkim w firmy przewozowe. W segmencie taksówek w styczniu i lutym zarejestrowano 263 firmy, a wyrejestrowano aż 670.

Traci także przemysł produkcyjny. W pierwszych dwóch miesiącach powstały tu 1863 przedsiębiorstwa, ale zniknęło aż 2985. Jest to związane przede wszystkim z niższym od spodziewanego wzrostem produkcji przemysłowej. Prognoza na marzec przewidywała jej zwiększenie się o 9 proc. rok do roku. Ostatecznie jednak skończyło się na 7-proc. wzroście.

Jak zauważa Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości, w kolejnych miesiącach można oczekiwać wzrostów produkcji przemysłowej najwyżej na poziomie 5 proc. Nie wrócimy więc już do tego, co było w poprzednich kwartałach, kiedy produkcja rosła o 10 proc. Takie ożywienie było możliwe tylko dzięki odbiciu po kryzysie, a to mamy już za sobą.

Z drugiej strony te przedsiębiorstwa, które przetrwały, mają się na tyle dobrze, że zatrudniają nowych pracowników. Marek Rogalski, analityk DM BOŚ, twierdzi, że coraz chętniej zatrudniają one nowych pracowników. – Dzięki temu fala samozatrudnienia z przełomu roku 2009 i 2010 ulega stopniowemu zmniejszeniu. Ludzie po prostu wracają na etaty – kwituje. Wygląda zatem na to, że – paradoksalnie – prowadzenie własnej firmy najbardziej opłaca się wtedy, gdy na rynku szaleje kryzys.