Pomoc dla Portugalii, która uratuje ten kraj przed bankructwem, może kosztować Unię nawet 70 mld euro. W czarnym scenariuszu Polska poniesie niewielką część kosztów takiej operacji. Ale tylko wtedy, gdy za 2 – 3 lata Lizbona nie odda pożyczonych pieniędzy.

Decyzję odłożono

Podobnie jak w przypadku wsparcia Irlandii, pieniądze dla Portugalii bądą pochodziły z trzech źródeł: Międzynarodowego Funduszu Walutowego, tymczasowego Europejskiego Mechanizmu Stabilizacji Finansowej (EFSM) oraz z wartego 60 mld euro Europejskiego Instrumentu Stabilności Finansowej (EFSF), który jest systemem pożyczek udzielanych przez Komisję Europejską pod zastaw budżetu UE.

Polska będzie uczestniczyła w obu tych mechanizmach. Nasz udział w składce MFW jest jednak bardzo niewielki (0,63 proc.). Większy mamy udział w budżecie UE (ok. 2,5 proc.).

Jak tłumaczy „DGP” Janusz Lewandowski, Bruksela nie musi występować do krajów członkowskich o pieniądze dla Portugalii z EFSF. – Dopiero gdyby Portugalia tej pożyczki nie spłaciła, wówczas kraje Unii musiałyby przejąć te zobowiązania – dodaje komisarz. Mowa o całej „27”, a nie tylko o państwach strefy euro.

Zasady działania Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (ESM), który od 2013 roku ma na stałe gwarantować pomoc dla niewypłacalnych krajów strefy euro, miały zostać ostatecznie uzgodnione na piątkowym szczycie w Brukseli. Przywódcy UE odłożyli jednak decyzję do czerwca, bo premier Finlandii Mari Kiviniemi obawia się, że przegra nadchodzące wybory parlamentarne, jeśli podejmie teraz zbyt daleko idące zobowiązania. Do 2013 roku obowiązuje prowizoryczne rozwiązanie – oparte na współpracy Komisji Europejskiej z MFW.

Projekt przyszłej struktury ESM został już jednak uzgodniony. Wart 440 mld euro mechanizm będzie w ogromnej większości składał się z gwarancji kredytowych rządów państw strefy euro. Realny kapitał ma wynieść tylko 80 mld euro. Jednak pod naciskiem kanclerz Angeli Merkel, którą w 2013 roku czekają wybory do Bundestagu, kraje Eurolandu i tej kwoty nie wpłacą od razu, tylko w pięciu rocznych płatnościach po 16 mld euro każda.

Bankructwo się odwlecze

Ośrodek analityczny Open Europe w opublikowanym w sobotę opracowaniu podaje, że Portugalia na dniach wystąpi o pomoc przed bankructwem, ale w ten sposób jedynie odwlecze o 2 – 3 lata moment ogłoszenia niewypłacalności. Wówczas scenariusz tzw. hair cut i zrzutki „27” na bankruta są nie do uniknięcia.

Równie sceptyczne co do szans uzdrowienia budżetu kraju są rynki finansowe: w piątek rentowność portugalskich obligacji osiągnęła najwyższy poziom od czasu zawiązania unii walutowej – 8 proc. W tym roku kraj musi spłacić aż 39,4 mld euro długu – odpowiednik jednej czwartej jego PKB. Już teraz nie byłby w stanie honorować swoich zobowiązań, gdyby nie wykup na dużą skalę portugalskich obligacji przez Europejski Bank Centralny, który nabył je już za 30 mld euro.

A Niemcy rosną

Inwestorzy nie chcą pożyczać Portugalii, nie tylko dlatego że rząd nie jest w stanie skutecznie ograniczyć długu publicznego, który w tym roku osiągnie 82,4 proc. PKB (w czwartek do dymisji podał się lewicowy rząd Jose Socratesa, bo parlament odrzucił jego program cięć).

Problemem są też bardzo słabe perspektywy wzrostu, bez których kraj nie zwiększy na tyle dochodów podatkowych, aby uzdrowić finanse publiczne. Jak obliczył Open Europe, od utworzenia strefy euro w 1999 roku konkurencyjność towarów portugalskich spadła o 5,5 proc. wobec średniej unii walutowej, podczas gdy niemieckich wzrosła o 21,4 proc. Inaczej mówiąc, w ciągu 12 lat różnica w kosztach między niemiecką o portugalską ofertą eksportową zwiększyła się aż o jedną czwartą.

Warunki, na jakich swoje długi spłacają Ateny i Dublin

Grecja zwróciła się do UE i MFW o nadzwyczajną pomoc 23 kwietnia 2010 r., gdy okazało się, że kraj nie jest w stanie do wyznaczonego terminu 19 maja znaleźć 11,3 mld euro na obsługę zadłużenia. Negocjacje dotyczące warunków udzielenia 110 mld euro pożyczki prowadzono bardzo szybko: porozumienie zostało zawarte 2 maja. Jego warunki są trudne. Oprocentowanie pożyczki ustalono aż na 5 proc. (w zeszłym miesiącu obniżono je do 4 proc.), a okres spłaty na zaledwie 3 lata (wydłużone do 7 lat). Grecja musiała zobowiązać się do przeprowadzenia surowego planu oszczędnościowego, w tym podwyższenia wieku emerytalnego z 61 do 65 lat, prywatyzacji 4 tys. z 6 tys. przedsiębiorstw państwowych, zrównania praw socjalnych kobiet i mężczyzn, ograniczenia uposażeń urzędników i podwyżki podatku VAT.

Irlandia wystąpiła do UE o pomoc 21 listopada zeszłego roku. Szczegóły porozumienia zostały uzgodnione w ciągu zaledwie 7 dni. Irlandia otrzymała 85 mld euro pomocy, z czego 35 mld euro bezpośrednio na dokapitalizowanie banków. Oprocentowanie pożyczki (7 proc.) było jednak jeszcze surowsze niż dla Grecji, a Dublin musiał przeprowadzić równie drastyczny program oszczędnościowy co Ateny, tak aby ograniczyć deficyt budżetowy poniżej 3 proc. PKB do 2012 r.