Polskie instytucje finansowe nie potrzebują dodatkowego funduszu, na którym miałyby być zbierane pieniądze na ratowanie banków – tak komentują bankowcy zapowiedź wprowadzenia podatku bankowego. Nie wierzą też w dobre intencje resortu finansów, który deklaruje, że ustanawia podatek w celu zwiększenia bezpieczeństwa sektora. – Resort mydli nam oczy. Nie wierzymy w to, że pieniądze składane w BFG ostatecznie nie trafią do budżetu – mówi prezes jednego z dużych banków. Uważa, że za dwa, trzy lata rząd wykorzysta to, że kapitał w BFG rośnie, a banków ratować nie trzeba, i przesunie pieniądze na finansowanie potrzeb państwa – tak jak to miało miejsce w przypadku Funduszu Rezerwy Demograficznej.

Konsekwencje dla rynku

– Każdy dodatkowy podatek zmniejszy kwotę kapitałów banków, obniżając ich bezpieczeństwo i ograniczając poziom kredytów – uważa Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

ZBP wylicza, że obciążenie sektora podatkiem w wysokości tylko 500 mln zł oznacza 5 mld zł mniej kredytów dla przedsiębiorstw lub 14 mld zł mniej kredytów mieszkaniowych – czyli ok. 46,7 tys. Jeśli te obliczenia potwierdziłyby się, to tylko z tytułu wprowadzenia podatku bankowego w tym roku wartość kredytów mieszkaniowych w porównaniu z 2010 r. spadłaby o ponad 20 proc.

Ale ZBP przekonuje, że nie tylko o interes banków tu chodzi, lecz także o interes całej gospodarki. – 46,7 tys. kredytów mieszkaniowych mniej to potencjalnie o tyle samo mniej sprzedanych pralek, lodówek, telewizorów, umywalek, zlewów, wanien, mebli itd. – wylicza Przemysław Barbrich, rzecznik ZBP.

A związek w swoim oświadczeniu zadaje pytanie: czy ograniczony dostęp do kredytu i zmniejszone z tego tytułu wpływy z wszystkich podatków będą mniejsze niż wpływy z podatku bankowego.

Nie taki diabeł straszny

Ministerstwo Finansów na razie nie odpowiada. Bardziej szczegółowe wyliczenia resortu mamy poznać w przyszłym tygodniu. Na razie wiadomo, że liczy na wpływy w wysokości ok. 720 mln zł.

Podatek ma ograniczyć inwestycje banków, przede wszystkim w kredyty, jeśli nie mają na to zabezpieczenia w postaci depozytów. Jak obliczył „DGP”, według bilansów za 2010 r. BRE Bank zapłaciłby podatek w wysokości 59,8 mln zł, czyli 11 proc. ubiegłorocznego zysku netto.

Ale już PKO BP oddałby 0,9 proc. zysku – w sumie 30,6 mln zł, a Pekao SA – 1,1 proc. wyniku, czyli 28,2 mln zł. Z tego wniosek, że podatek najbardziej może dotknąć banki o największej dysproporcji między kredytami a depozytami.