– W ten sposób banki zachęcają do przeniesienia do nich swoich rachunków i kart. Jest to też zachęta do aktywnego korzystania z plastikowego pieniądza – mówi Michał Sadrak z Open Finance.

Warto jednak zwrócić uwagę na ograniczenia związane z korzystaniem z moneyback. W Toyota Banku na zwrot części pieniędzy mogą liczyć tylko osoby, które zarabiają co najmniej 3,5 tys. zł miesięcznie. W zależności od średniego salda na swoich rachunkach otrzymują zwrot 1, 2, 3 lub 4 proc. pieniędzy wydanych z użyciem karty w 25 tys. wybranych punktów handlowych. Aby dostać najwyższy zwrot (4 proc.), trzeba zdeponować w banku min. 90 tys. zł. Niewiele osób może sobie na to pozwolić, a nawet ci, którzy mają takie środki, raczej zdecydują się na inne rozwiązanie. Na koncie oszczędnościowym w Toyota Banku można zarobić na czysto 4,25 proc. Dodając do tego maksymalny zysk z moneyback, klient mający oszczędności w wysokości 90 tys. zł może w ciągu roku zyskać nieco ponad 4,5 tys. zł.

– Taki sam dochód daje lokata z dzienną kapitalizacją założona w innym banku, który oferuje oprocentowanie w wysokości 5 proc. – mówi Michał Sadrak.

Zwraca on uwagę, że nie jest łatwo wykorzystać cały przysługujący limit w wysokości 760 zł. Klient musi to bowiem zrobić do końca czerwca, czyli wydać 19 tys. zł (średnio 3,2 tys. zł miesięcznie). Taki sam limit obowiązuje w Millennium, ale dotyczy całego roku, więc wykorzysta go każdy, kto miesięcznie wydaje przy pomocy karty średnio 1,6 tys. zł. W BGŻ maksymalny dochód z moneyback nie przekroczy 500 zł.

W pozostałych instytucjach obowiązują limity miesięczne. W Polbanku posiadacz karty Praktycznej dzięki moneyback zarobi maksymalnie 10 zł. Przy droższej karcie Komfortowej ten limit wynosi 30 zł. W BPH i Banku Pocztowym miesięczne dochody z moneyback nie mogą przekroczyć 20 – 25 zł.

Inaczej limit jest określony w Aliorze – zwrot nie może przekroczyć 1 proc. rocznych transakcji bezgotówkowych w przypadku karty z ubezpieczeniem i 0,5 proc., jeśli klient nie korzysta z ubezpieczenia.