Na razie nowe zobowiązania fiskalne, które mają skłonić banki do prowadzenia „bardziej ostrożnej” polityki inwestycyjnej, wprowadziły Niemcy, Francja i Wielka Brytania. Do podobnego kroku szykują się władze siedmiu innych państw Unii: Belgii, Danii, Cypru, Austrii, Portugalii, Węgier i Szwecji. O takim rozwiązaniu mówi się także w Polsce.

Z raportu KEiF wynika, że najbardziej poszkodowany będzie jeden z największych banków Francji – Credit Agricole. Jego zyski w 2011 r. zmniejszą się aż o 24 proc. Z tego samego powodu holenderski ING może stracić 21 proc., a Danska Bank 15 proc.

Takie dane wywołały wczoraj spadek kursu akcji wielu instytucji finansowych. Notowania ING zmniejszyły się o prawie 2 proc.

Wymienione banki uważają jednak, że pesymistyczne wizje są przesadzone. Rzecznik Credit Agricole powiedział, że na nowy podatek jego instytucja odda jedynie 64 mln euro, czyli 4 proc. swoich zysków (francuski rząd chce dzięki niemu uzyskać łącznie około 500 mln euro rocznie).

ING spodziewa się z kolei, że nowy podatek ograniczy jego zysk tylko o 2 proc. W pierwszych trzech kwartałach zeszłego roku zysk netto holenderskiej grupy wyniósł 4,4 mld euro.

Skąd rozbieżności między raportem a danymi banków?

Pierwszy odnosi się do danych z 2009 rok, drugi – z 2010.

Zdaniem Daniela Grosa, dyrektora brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS), lepszym rozwiązaniem niż opodatkowywanie banków jest wprowadzenie surowszych norm rezerw kapitałowych. Wszystko przez to, że obciążenia będą po prostu przerzucane na klientów. – Surowsze normy, a nie podatki to gwarancja większej stabilności – mówi „DGP” Gros.

Bruksela już postanowiła, że do 2019 roku będą stopniowo wprowadzone wyższe normy kapitałowe (tzw. Bazylea 3), zgodnie z którymi zabezpieczenia banków wyniosą przynajmniej 7 proc. udzielonych kredytów. Jednak zdaniem Grosa współczynnik ten powinien być dwa razy wyższy i zostać wprowadzony już teraz.

Podatek wprowadzony w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech nie jest taki sam. W pierwszych dwóch krajach zasila on bezpośrednio budżet, natomiast w ostatnim specjalny fundusz, który w razie kolejnego kryzysu ma pokryć straty banków. W tym roku we wspomnianych krajach banki zapłacą 0,05 proc. posiadanych aktywów, natomiast od 2012 roku tylko w Wielkiej Brytanii banki zapłacą więcej – 0,075 proc. Dzięki temu Londyn ma nadzieję na uzyskanie ok. 2 mld funtów rocznie.

Jednak sam ratunek Royal Bank of Scotland kosztował brytyjskich podatników 41 mld funtów. Mimo takiego obciążenia i wbrew groźbom żadna znacząca instytucja finansowa nie wyniosła się z Londynu.

– Dziś dla banków znacznie ważniejsze jest wsparcie potężnych krajów europejskich na wypadek kryzysu niż obciążenia fiskalne. Najpewniejsze banki w Unii to dziś nie te, które najlepiej prowadzą interesy, ale te z największych państw – tłumaczy Daniel Gros.

Banki obawiają się jednak, że będą musiały płacić po kilka razy ten sam podatek. Na razie w ramach Unii tylko Wielka Brytania i Francja zawarły porozumienie o unikani podwójnego opodatkowania w związku z wprowadzeniem nowych wymogów fiskalnych.