Ostatnie trzy lata były dla większości koncernów motoryzacyjnych jak Rajd Dakar. – mało szybkich prostych, za to mnóstwo zdradliwych zakrętów i ukrytych przeszkód. Niektórzy, jak np. Chrysler, ugrzęzli w piachu po sam dach i zostaliby w nim na zawsze, gdyby nie pomoc konkurencji (w tym wypadku Fiata). Nie wszyscy dojechali do mety – motoryzacyjna pustynia pochłonęła m.in. Hummera oraz markę Mercury.

Ci, którym udało się ukończyć rajd przez kryzys, do dzisiaj liżą po nim rany. Lekiem na nie mają być nowe modele wprowadzane w tym roku do sprzedaży. – Po liczbie zapowiadanych premier wyraźnie widać, że w czasie kryzysu większość producentów nie stała w miejscu i nie lamentowała, lecz zacisnęła pasa i ciężko pracowała – uważa Juergen Pieper, analityk rynku motoryzacyjnego z Metzler Banku. W tym roku na polskim rynku zadebiutuje ok. 60 nowych modeli. Kolejne 30 – 40 przejdzie zmiany stylistyczne (tzw. facelifting).

Zabawa w motoberka

Kryzys sprawił, że producenci zaczęli szukać nowych rynków zbytu dla swoich produktów. I to nie tylko w sensie geograficznym. Marki francuskie bez pardonu wdzierają się do segmentu premium. Już w styczniu zadebiutuje u nas Citroen C4, okrzyknięty najlepiej wykonanym autem wśród kompaktów. Co więcej, w maju pojawi się jeszcze bardziej luksusowa wersja auta – DS4, która będzie rywalizowała z Audi A3 czy BMW serii 1.

Z kolei Peugeot chce przekonać do swojego nowego modelu 508 wszystkich tych, dla których np. Volkswagen Passat czy Ford Mondeo są zbyt pospolite i nieco za małe, a z kolei Mercedes klasy E jednak zanadto snobistyczny i drogi. Innymi słowy 508 ma być kompilacją tradycyjnych segmentów D i E. Podobnie sprawa wygląda z Renault Latitude, które pojawi się w polskich salonach jeszcze w styczniu. Będzie większe i bardziej komfortowe od Laguny i jednocześnie tańsze o 30 – 40 proc. od niemieckich konkurentów z klasy premium. Stąd odważne prognozy Renault Polska co do jego sprzedaży. – Szacujemy ją na 250 sztuk w tym roku – mówi Agata Szczech, dyrektor PR w spółce.

Choć Niemcy twierdzą, że nie czują się zagrożeni poczynaniami Francuzów, to udzieliła się im atmosfera ganiania konkurencji. Sami zaczęli ją ścigać, tyle że w kwestiach estetycznych. Od dekad pokutuje stereotyp, że Peugeot czy Citroen potrafią tchnąć w swoje modele mnóstwo świeżości, podczas gdy produkty niemieckie są równie nowoczesne pod względem stylistyki co siedziba Bundestagu. Teraz ma się to zmienić. Dowody – choćby porywający Mercedes CLS w styczniu, zaskakująco oryginalny Ford Focus i ponadczasowe Audi A6 w marcu, a jesienią Opel Astra GTC, miejski Volkswagen Up i hybrydowy Opel Ampera.

Korea goni Japonię

Coraz odważniej i z coraz większymi sukcesami do gry o względy europejskich kierowców włączają się Koreańczycy. Nie ma kwartału, aby czymś nie zaskoczyli – to jakością wykonania, to znowu niebanalną stylistyką. Podobnie będzie wiosną, gdy na drogi wyjadą Hyundai Genesis i Kia Optima. Te limuzyny mają wszelkie predyspozycje do tego, aby odbić część klientów nie tylko Volkswagenowi czy Oplowi, lecz także markom japońskim.

Szczególnie, że te ostatnie w ramach kryzysowych oszczędności prawdopodobnie wysłały na przymusowy urlop wszystkich pracowników z działów projektowych. Tegoroczne premiery Toyoty, Hondy czy Mazdy policzyć będzie można na palcach jednej ręki. Chlubne wyjątki – Lexus, który na marzec zapowiedział polską premierę pierwszego w swojej historii auta kompaktowego, i to od razu hybrydowego (model CT200h), a także Nissan zapowiadający, że jesienią dostępny będzie u nas elektryczny model Leaf.

Jednak najbardziej elektryzującymi premierami roku mogą się okazać dwa ople: Astra GTC i Zafira, oraz nowy Fiat Panda. Ople, bo będą powstawały w Polsce, Panda dlatego, że odbili nam ją Włosi. Emocji w salonach zatem nie zabraknie.