Handel używkami, czyli używanymi grami komputerowymi, stał się w USA już poważną konkurencją dla rynku pierwotnego. W Polsce tę formę biznesu spopularyzował Damian Legawiec, twórca portalu Gametrade.pl. W planach ma teraz inwazję na Wielką Brytanię, a później Francję.

24-latek nieśmiało wyciąga niebieską wizytówkę, na kawałku papieru widnieje podpis „pro gamer”. W komputerowym slangu oznacza gracza, który jest naprawdę na wysokim poziomie. – U mnie to raczej takie lekko prześmiewcze określenie, bo dziennie mam czas co najwyżej na jedną godzinę grania – mówi „DGP”. I rzeczywiście, choć uwielbia grać (zaczynał na Commodore 64, dziś w biurze ma PS3 oraz Xboksa 360), czasu na hobby już mu nie wystarcza. Stworzony przez niego portal do wymiany gier komputerowych i konsolowych szturmem podbija polską sieć, a od nowego roku spróbuje tego dokonać także w Wielkiej Brytanii. Zamiast grać, Damian Legawiec mieszka w biurze i pracuje po kilkanaście godzin dziennie.

Rynek gier komputerowych i konsolowych w Polsce od lat szybuje w górę. Tę formę rozrywki wybierają już nie tylko młodzi ludzie, dziś przed plazmowymi ekranami z padami w rękach bawią się całe rodziny. Sprzedaż rośnie tak szybko, że według szacunków ekspertów w tym roku powinien on osiągnąć wartość 1,2 mld zł, czyli o 20 proc. więcej niż przed rokiem. Podobnie jest na świecie. W badaniu konsumentów firmy Newzoo dla Gamesindustry.com wykazano, że w ubiegłym roku gracze z USA wydali ponad 25 mld dol. na gry i także tam rynek zwiększył się o jedną piątą.

Jednak istnieje wielka różnica między polskim a zachodnim rynkiem. Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych według różnych szacunków od 30 do 45 proc. to wydatki na produkcje używane, w Polsce handel nimi jest wciąż w powijakach. Legawiec postanowił zmienić proporcje rynku. W ubiegłym roku w czasie wakacji studenckich założył portal Gametrade.pl służący jako platforma do wymiany i sprzedaży używanych gier. Po 16 miesiącach od startu serwis ma już 36 tys. stałych użytkowników, którzy wymienili blisko 55 tys. i sprzedali sobie nawzajem blisko 9 tys. gier. – W Polsce jak najbardziej jest miejsce na rynku gier na handel czy wymianę używanymi tytułami. Może nie aż na taką skalę jak w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Niemczech, ale podobnie jak tam u nas jest już grupa graczy, którzy grają na tyle dużo, że chętnie skorzystają z takiej możliwości – opowiada doktor Paweł Węgrzyn dyrektor Europejskiej Akademii Gier w Krakowie. – I co ważne, jest to legalne, bo znaczna większość licencji na gry pozwala na ich odstąpienie – dodaje.

Z kilkoma tysiącami w kieszeni

Historia Damiana Legawca już dziś – choć trudno mówić jeszcze o wielkim komercyjnym sukcesie jego portalu, a i do pierwszego zarobionego miliona sporo mu brakuje – jest inspirująca. Chłopak z Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie stopa bezrobocia od lat przekracza 20 proc. i którego ojciec też latami borykał się z tym problemem, wiedział, że na studia musi zarobić sam. Jako 18-latek trafił do pierwszej pracy w agencji interaktywnej. Potem pracował w start-upie Biznes.net, gdzie przygotowywał projekt dla Radia Eska. – Wystarczało na studia na politechnice w Kielcach. Jednak wiedziałem, że muszę wyjechać do Warszawy, bo to tu są najciekawsze projekty internetowe – wspomina. Po dwóch latach studiowania przeprowadził się do stolicy, wynajął pokój i zaczął naukę w prywatnej szkole. – Ani jednak takie studia, ani praca dla kogoś mi nie pasowała. Od dawna chciałem stworzyć coś swojego – mówi.

Na start Gametrade miał kilka tysięcy złotych. Kolejne kilka tysięcy odłożył na życie, by móc całkowicie poświęcić się własnemu projektowi. Tak oto 5 sierpnia 2009 roku wystartowała wersja beta jego portalu. Początkowo wieść o nim rozchodziła się w wąskich środowiskach graczy. Jednak już w siedem dni po starcie do Legawca zgłosiły się Onet i Agora z propozycją odkupienia start-upu. Chcieli jednak całości, a chłopakowi szkoda było pozbywać się własnego dziecka tak szybko. – Co prawda, niemal natychmiast zwróciłoby mi się to, co zainwestowałem i jeszcze trochę dodatkowej gotówki też by zostało, ale wiedziałem doskonale, że Gametrade ma szansę na sukces i chciałem sam go poprowadzić – opowiada.