Masz mieszkanie w bloku z wielkiej płyty i myślisz o jego sprzedaży? Nie czekaj ani chwili dłużej – zdaniem ekspertów zauważalnie spada liczba transakcji na rynku mieszkań w starym budownictwie. A gdy spada podaż, spadają także ceny. – W przyszłym roku liczba transakcji zakupu takich lokali zmniejszy się nawet o 40 proc., a to może pociągnąć za sobą spadek cen nawet o 10 – 15 proc. – prognozuje Bartosz Turek z firmy Home Broker.

Już dziś mieszkania z wielkiej płyty, czyli te budowane do 1990 r., są około 30 proc. tańsze niż ich młodsze i nowocześniejsze odpowiedniki z cegły.

Warszawa się trzyma

Tylko od początku tego roku liczba transakcji na rynku blokowisk w dużych miastach – Poznaniu, Trójmieście czy Warszawie – zmniejszyła się średnio o 20 proc. Ruch widać także w cenach. W Poznaniu na osiedlu Orła Białego 67-metrowe mieszkanie można dziś kupić za 285 tys. zł – o 5 proc. mniej, niż kosztowało jeszcze w lipcu.

Najstarsze lokale z wielkiej płyty trzymają wartość jedynie w centrum Warszawy. Przy ul. Bagno za kawalerkę z widokiem na Pałac Kultury trzeba zapłacić ponad 10 tys. zł za mkw. Tyle samo, ile na początku roku. Jednak analitycy od rynku nieruchomości mówią zgodnie, że niebawem także stołeczny rynek odczuje tendencję odwrotu od mieszkań pamiętających czasy Gierka.

Zastój na rynku

Odwrót od wielkiej płyty eksperci tłumaczą m.in. wzrostem zdolności kredytowej Polaków – od stycznia zwiększyła się ona o 60 tys. zł. Obecnie dzięki obniżkom marż i prowizji bankowych statystyczna trzyosobowa rodzina o dochodach 5 tys. zł netto może dostać kredyt w wysokości 420 tys. zł, czyli o 17 proc. wyższy niż rok temu. – Tę nadwyżkę ludzie przeznaczają zwykle na zakup lepszej jakości mieszkań w nowym budownictwie – mówi Bartosz Turek, analityk z Home Broker.

Lokale w wielkiej płycie nie cieszą się popularnością także dlatego, że gwarancje na ich konstrukcje kończą się po 50 – 60 latach od wybudowania. Czyli w przypadku najstarszych bloków już minęły. Dlatego wielu mieszkańców ze starych bloków ucieka do nowszych lokali.

Mają gdzie, ponieważ od stycznia do października firmy deweloperskie rozpoczęły 53 tys. inwestycji – o 50 proc. więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego. Ponadto na klientów czeka jeszcze ok. 35 tys. lokali, których budowę ukończono w ciągu ostatnich dwóch lat.

PRAWO

Od stycznia zmieniona „Rodzina na swoim”

Nowelizacja rządowego programu „Rodzina na swoim” zakłada, że kredyt dofinansowany przez państwo będzie można dostać tylko na mieszkania kupowane od dewelopera, gminy czy spółdzielni. Takim osobom budżet będzie dopłacał przez osiem lat 50 proc. odsetek od kredytu. Po nowelizacji o dopłatę będzie trudniej, gdyż Ministerstwo Infrastruktury zgodziło się na bardziej radykalną obniżkę pułapu cen mieszkań. Do tej pory resort forsował pomysł, by dopuszczalna cena 1 mkw. mieszkania lub domu nie przekraczała o więcej niż 30 proc. (a nie 40 proc. jak obecnie) średnich kosztów budowy dla danego województwa lub miasta wojewódzkiego. Ten pułap będzie jednak obniżony o 20 pkt proc. W takim przypadku w Warszawie ceny mieszkań kupowanych w ramach programu spadłyby z 9080,4 do 7783,2 zł za metr kwadratowy. Dodajmy, że równocześnie resort zrezygnował z pomysłu podniesienia pułapu cen w gminach sąsiadujących z aglomeracjami.