O tym, które trasy ostatecznie pójdą pod nóż, może już być wiadomo w przyszłym tygodniu, kiedy odbędzie się narada z zagranicznymi ekspertami wynajętymi do pracy jeszcze przez Sebastiana Mikosza, poprzedniego prezesa spółki.

Europejskie cięcia

Z informacji „DGP” wynika, że najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, zgodnie z którym z rozkładu zniknie część tras uruchomionych za rządów poprzedniego szefa spółki. Chodzi o połączenia do byłych republik radzieckich, m.in. do Erywania, Tallina czy Tbilisi. Ale zagrożone mogą być też Bałkany: Belgrad czy Bukareszt.

– Pierwsze słyszę – mówi Marcin Piróg, prezes PLL LOT. Jednak przyznaje, że siatka jest dziś przedmiotem analiz w związku z pracami zarządu nad nową strategią. – Strategię przedstawimy radzie nadzorczej 20 grudnia – zapowiada Marcin Piróg.

Do tego czasu prezes LOT-u nie chce zdradzić szczegółów. Zastrzega, że pod uwagę jest branych wiele opcji. – Może też być tak, że siatka pozostanie nietknięta – mówi Piróg.

Taki scenariusz eksperci uważają za mało prawdopodobny. – LOT ma za mało samolotów. Dlatego musi się skoncentrować na trasach, na których lata biznes – mówi Zbigniew Sałek, członek zarządu Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk. Za takie uważa trasy do Moskwy i Kijowa, a nawet świeżo uruchomione Hanoi.

Jednak nawet to połączenie może zniknąć z rozkładu z powodu ograniczonych zasobów flotowych.

LOT ma za mało samolotów długodystansowych. Dziś eksploatowane boeingi 767 są też stare, co obniża konkurencyjność przewoźnika. Spółka bardzo liczyła na otrzymanie jeszcze w listopadzie 2011 r. pierwszych, nowych boeingów 787 Dreamliner. Ale opóźniane już od ponad roku dostawy tych maszyn znów są zagrożone. Na początku listopada samolot w czasie lotu testowego musiał awaryjnie lądować, bo we wnętrzu maszyny pojawił się dym. To czyni harmonogram dostaw jedną wielką niewiadomą.

Według ekspertów bez tych samolotów LOT musi się liczyć także z powolnym wycofaniem z połączeń atlantyckich.

Zmiany w grupie

W nowej strategii dużo miejsca poświęcone zostanie także przebudowie grupy kapitałowej oraz restrukturyzacji spółki. Ministerstwo Skarbu Państwa, które wraz z Regionalnym Funduszem Gospodarczym kontroluje ponad 93 proc. akcji spółki, martwią przede wszystkim wyniki finansowe LOT-u. Mimo prowadzonej od 2008 r. restrukturyzacji wciąż niedochodowa jest działalność operacyjna linii. Strata operacyjna po siedmiu miesiącach wyniosła 35 mln zł.

Przedstawiciele spółki ten fakt wytłumaczyli co prawda negatywnymi dla LOT-u zmianami kursów walut i cen paliwa lotniczego, a także wybuchem wulkanu na Islandii w kwietniu. Dla właścicieli marną pociechą jest jednak to, że zagraniczni konkurenci spółki na rynku owładniętym wojną cenową nie mają wcale lepszych wyników, bo w przyszłym roku spółka powinna zostać sprywatyzowana.