"Nie chcę dzisiaj dramatyzować, ponieważ Unia Europejska potrzebuje teraz stabilności i bardziej wspólnego działania niż dramatyzowania" - powiedział Dowgielewicz.

Porażką zakończyły się w poniedziałek wieczorem negocjacje między Parlamentem Europejskim a rządami UE ws. budżetu na 2011 r., za co winą dyplomaci obarczali grupę płatników netto: W.Brytanię, Holandię, Szwecje i Danię. To może oznaczać, że wydatki UE będą opierać się na niekorzystnym dla odbiorców funduszy prowizorium. Wówczas przynajmniej przez kilka pierwszych miesięcy, budżet będzie składać się z tzw. prowizorycznych dwunastek, czyli maksymalnie jednej dwunastej budżetu na rok 2010 na każdy miesiąc.

"Żałuję, że rząd brytyjski zdecydował się na zablokowanie podjęcia decyzji o budżecie na przyszły rok. W sytuacji, w której jest potencjalne zagrożenie na rynkach finansowych dla stabilności euro, kiedy wszyscy wiemy, że UE potrzebuje zachęcających sygnałów i wzmocnienia, to dzięki rządowi brytyjskiemu stało się dokładnie odwrotnie" - ocenił Dowgielewicz.

Odnosząc się do samego budżetu, podkreślił, że w tej chwili Komisja Europejska powinna przedstawić nową propozycję budżetu rocznego. "Mam nadzieję, że uczyni to jak najszybciej i potem powinno nastąpić szybkie uzgodnienie wewnątrz Rady (między ministrami finansów UE - PAP), a potem między Radą a Parlamentem Europejskim. Mam nadzieję, że wszystkie strony wykażą poczucie odpowiedzialności" - zaznaczył.

"Można to postrzegać jako pewną rywalizację międzyinstytucjonalną, ale myślę, że zabrakło trochę refleksji, jakie konsekwencje niesie to dla UE w oczach świata"

Dowgielewicz pytany przez PAP, czy należy się spodziewać propozycji niższego budżetu, odparł: "nie wiem, jaka będzie propozycja KE, sprawa nie rozbiła się o wysokość budżetu, ale o deklarację polityczną". Wyjaśnił, że dotyczyła ona udziału przedstawicieli PE w dyskusji z Radą na temat wieloletnich ram finansowych.

"Można to postrzegać jako pewną rywalizację międzyinstytucjonalną, ale myślę, że zabrakło trochę refleksji, jakie konsekwencje niesie to dla UE w oczach świata. Niektórzy chyba też zapomnieli - jeśli chodzi o rolę PE - że sytuacja się zmieniła po wejściu w życie Traktatu z Lizbony i trzeba to uszanować" - ocenił.

Przyznał, że często mówi się o zagrożeniach dla powstania unijnej dyplomacji. "Zależy, ile czasu ta sytuacja będzie trwała. Jeżeli będzie trwała 2 miesiące, to oczywiste, że zagrożenia są o wiele mniejsze niż gdyby miała trwać dłużej" - powiedział Dowgielewicz.