Na ostatnim posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła główną stopę NBP na poziomie 3,5 proc. Jej wysokość nie zmieniła się od czerwca 2009 r. Część ekonomistów od dawna jednak wspomina, że - ze względu na zagrożenie inflacją - prędzej czy później podwyżka będzie konieczna. Także niektórzy członkowie RPP dają do zrozumienia, że są zwolennikami podniesienia stóp.

Główny ekonomista BCC prof. Stanisław Gomułka uważa jednak, że w tej chwili nie ma jeszcze takiej konieczności. W rozmowie z PAP zwrócił uwagę, że większość banków centralnych na świecie ciągle wstrzymuje się z taką decyzją. Poza tym w Polsce stopy są wyższe niż w wielu krajach europejskich.

"Zbyt wczesne podniesienie stóp procentowych w Polsce spowodowałoby przyspieszenie umacniania się złotego" - powiedział Gomułka. Zwrócił uwagę, że złoty i tak będzie się umacniał, co ogranicza presję inflacyjną. Świat wychodzi bowiem z kryzysu, a kapitał wraca na rynki wschodzące.

"Należy oczekiwać znacznego zmniejszenia bezrobocia"

Argumentem za powstrzymaniem się od podwyższania stóp procentowych jest także sytuacja na rynku pracy. Według niego nie należy oczekiwać znacznego zmniejszenia bezrobocia, w związku z tym nie będzie presji na wzrost płac.

"Sytuacja na rynku walutowym i rynku pracy jest, i przez najbliższy rok będzie, dość komfortowa z punktu widzenia inflacji. Nie mamy ani presji płacowej, ani zagrożeń dla kursu złotego" - powiedział Gomułka.

Także główny ekonomista PricewatehouseCoopers prof. Witold Orłowski nie dostrzega argumentów za podwyżką. Według niego opinie, że inflacja wymyka się spod kontroli są histeryczne i przedwczesne.

"Nie widzę śladu spirali cenowo płacowej, żadnych bezpośrednich powodów do podnoszenia stóp procentowych. Co nie znaczy, że nie należy się przyglądać sytuacji.(...) Taka decyzja powinna być podejmowana bardzo ostrożnie" - powiedział.