Skok zainteresowania był zaskakująco wysoki. Zwłaszcza w porównaniu z zeszłym rokiem, kiedy firmy starały się o dotacje na naukę tylko po to, by dostać powiązane z nimi wsparcie inwestycyjne. Wartość złożonych wówczas do Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wniosków naukowych wyniosła 955 mln zł, a inwestycyjnych – ponad 3,6 mld zł.

Jednak w tym roku marchewki, czyli wsparcia na inwestycje, już nie było, bo wyczerpały się unijne pieniądze przeznaczone na ten cel. Skąd więc tak duży wzrost zainteresowania dotacjami naukowymi? To efekt kończących się funduszy unijnych dla Polski na lata 2007 – 2013.

– Wzrost zainteresowania tym rodzajem dotacji to w dużej mierze efekt braku alternatyw. W tym roku start w konkursie o wsparcie na badania naukowe z programu Innowacyjna Gospodarka to był dla wielu średnich firm jedyny sposób na uzyskanie jakiejkolwiek dotacji – mówi Michał Turczyk, senior menedżer w dziale R&D and Government Incentives firmy doradczej Delloite.

Oprócz wsparcia z PARP przedsiębiorcy mogli skorzystać z grantów z regionalnych programów operacyjnych. Jednak nie są one atrakcyjne z uwagi na małe dotacje oraz silną konkurencję ze strony mikro- i małych przedsiębiorstw. Inny rodzaj unijnego grantu miał do swojej dyspozycji resort gospodarki. Jednak dostęp do niego wymaga stworzenie co najmniej 150 nowych miejsc pracy.

Ubiegając się w tym roku o dotacje naukowe, przedsiębiorcy skorzystali z możliwości współpracy z uczelniami w ramach projektów badawczych. Ponieważ nie mogli już finansować inwestycji u siebie, kupiowali urządzenia badawcze i przekazywali współpracującym z nimi szkołom wyższym. W ten sposób mogli z unijnej dotacji odzyskać koszt zakupu i zagwarantowali sobie dostęp do infrastruktury badawczej.

Unijnych pieniędzy na prowadzenie badań naukowych na pewno nie wystarczy dla wszystkich zainteresowanych. PARP przeznaczyła na konkurs 364 mln zł, co oznacza, że tylko co piąta firma dostanie wsparcie. Rozstrzygnięcie konkursu ma nastąpić w pierwszym kwartale 2011 roku.