Według kalifornijskiej firmy RealTrac, wyspecjalizowanej w badaniu rynku nieruchomości, liczba procedur foreclosure, czyli przewłaszczania zadłużonych nieruchomości zwiększyła się o 3 proc.

W trzecim kwartale tego roku procedurą foreclosure objęto przeszło 930 tys. nieruchomości. To nie tylko przewłaszczenia, ale także postępowania, które poprzedzają odebranie domów i sprzedaż w trybie egzekucji, jak np. powiadomienia o bankructwie lub zbliżającym się przewłaszczeniu.  W sumie właściciele aż ponad 288 tys. obiektów musiało w tym okresie  spisać je na straty.

Eksperci szacują, że epidemia foreclosure zacznie wygasać w związku z decyzjami kilku największych kredytodawców w Ameryce o wstrzymaniu tych procedur, kiedy wykryto, że dokumentacja wielu pożyczek zaginęła lub jest nieprawidłowa.

Kryzys wywłaszczeniowy rozpoczął się w USA w 2006 roku, kiedy doszło do załamania na giełdzie, a bezrobocie zaczęło sięgać najwyższego poziomu od  czasu Wielkiego Kryzysu z lat 1930. Nastąpił gwałtowny spadek  cen domów w wielu stanach, w tym w Kalifornii, na Florydzie, w Newadzie i Arizonie. Właściciele domów nie byli w stanie spłacać rat kredytu ani też uwolnić się od swej obciążonej hipoteki. W efekcie kredytodawcy zamiast pieniędzy zostali z nieruchomościami, których wartość była znacznie niższa od sumy zadłużenia

Obecnie przewłaszczone domy dłużników stanowią ogromną część nieruchomości sprzedawanych w Ameryce. We wrześniu „piętno bankructwa” nosiło aż 31 proc. domów, które podlegały tam obrotowi.

Najgorsza sytuacja panuje w Newadzie. Tam każda nieruchomość na 29 domów podlegała wywłaszczeniu, w Arizonie co 55-ta, a na Florydzie – co 56-ta. Zaś w  całej Ameryce we wrześniu 102 134 właścicieli straciło swoje domy na rzecz banków.