Taki wynik aukcji to zaskoczenie, bo do tej pory inwestorzy kupowali wszystko na pniu. Zainteresowanie było tak duże, że zwykle popyt kilkakrotnie przewyższał podaż. Tym razem zamknął się kwotą 3,4 mld zł, a MF chciało sprzedać papiery za maksymalnie 3 mld zł.

Niespodzianka jest tym większa, że resort finansów zapowiedział dużo mniejszą niż zwykle podaż obligacji w ostatnich miesiącach roku. Będzie to maksymalnie 14 mld zł, podczas gdy w trzecim kwartale sprzedano papiery za 23 mld zł.

Analitycy tłumaczą, że słaby przetarg to efekt wysokich cen pięcioletnich papierów, jakie ukształtowały się na rynku wtórnym. Sprzedawane obligacje to tzw. nowy benchmark – nowa seria pięciolatek, której termin wykupu przypada na kwiecień 2016 r. Na rynku jest ich jeszcze mało, przez co łatwo o windowanie ceny. Poza tym kupowanie obligacji po tak niskich rentownościach – niespełna 5,14 proc. na przetargu – to duże ryzyko, w sytuacji gdy coraz częściej mówi się o podwyżce stóp procentowych NBP.

– Tak się złożyło, że przetarg odbył się, zanim GUS opublikował dane o wrześniowej inflacji, która pewnie będzie jednym z czynników branych pod uwagę przez RPP. Duża część inwestorów postanowiła więc wstrzymać się z decyzją – mówi Marek Kaczor, diler obligacji w PKO BP.

Jego zdaniem nowy papier pięcioletni nadal będzie drogi ze względu na niską płynność.

– Do czasu kolejnych przetargów niewiele się zmieni – mówi.