Po analizie czterech ofert na przejęcie poznańskiej grupy energetycznej, które przed tygodniem wpłynęły do Ministerstwa Skarbu Państwa, do dalszych negocjacji resort zakwalifikował trzy.

Według nieoficjalnych informacji do finałowej rozgrywki o Eneę dostały się: Kulczyk Investments oraz francuskie koncerny energetyczne – EDF oraz GDF Suez.

– To będą gorące negocjacje. Zakup Enei jest ostatnią szansą na zbudowanie silnej pozycji na polskim rynku energetycznym – mówi Kamil Kliszcz z DI BRE Banku.

Udziału w dogrywce nie wywalczył Energeticky a Prumyslovy Holding (EPH). Potwierdziły się tym samym informacje „DGP”: wczoraj pisaliśmy, że chociaż oferta Czechów nie odstawała od konkurencji pod względem ceny, to biorąc pod uwagę możliwość szybkiej finalizacji transakcji, EP Holding prezentował się gorzej. Czesi przedstawili ponadto ofertę warunkową.

Kto da więcej?

Według informacji „DGP” inwestorzy złożyli bardzo podobne oferty cenowe, wszystkie oscylują wokół 24 zł za jeden papier poznańskiej spółki. To by oznaczało, że do budżetu wpłynie z transakcji co najmniej 5,4 mld zł. Jednak układ finałowej trójki inwestorów wskazuje, że skarb ma ochotę na więcej.

Rząd liczy, że ostrą walkę podejmą francuskie koncerny. Tym bardziej że EDF oraz GDF Suez nie patyczkują się ze sobą także na macierzystym rynku. Powód – Paryż w pełni kontroluje tylko EDF, w którym posiada blisko 90 proc. akcji. Z ok. 36 proc. udziałów mniej do powiedzenia ma w GDF Suez.

Obie spółki obecne sa już w Polsce i mają mocarstwowe plany. GDF Suez kontroluje Elektrownię Połaniec i zapowiada spore inwestycje. EDF chwali się 10-proc. udziałem w produkcji energii elektrycznej, dzięki Elektrowni Rybnik oraz elektrociepłowniom. EDF chce także budować polskie elektrownie atomowe wspólnie z PGE i jest w tym wyścigu faworytem.

– Zaangażowanie Francuzów w projekt atomowy może działać na ich niekorzyść – mówi Tomasz Duda, analityk Ipopemy. Według naszych rozmówców rząd może nie chcieć oddawać Francuzom blisko połowy polskiej energetyki, a nawet taki potencjał wytwórczy mogłyby mieć francuskie koncerny po oddaniu im Enei i elektrowni atomowej.

Państwowi giganci

Wszystko wskazuje na to, że Kulczyk Investments nie musi stać na straconej pozycji w starciu z konkurencją wagi ciężkiej. Zwłaszcza że de facto jest to konkurencja państwowa, tyle że francuska. Z jakiej racji Paryż miałby rozdawać karty na polskim rynku energetycznym? Nie wiadomo.

– Każdy z inwestorów może w ostatecznej rozgrywce podbić stawkę i zalicytować ostrzej, nawet w okolicy 26 zł za akcję. Taka cena uwzględniałaby premię dla skarbu za oddanie kontroli – uważa Tomasz Duda.

Według Kamila Kliszcza o oddaniu Enei może zadecydować nie tylko cena.

– W grę mogą wchodzić zobowiązania do realizacji inwestycji na określonym poziomie albo karencja dla sprzedaży odkupionych od państwa akcji, np. kilkuletnia – mówi analityk.

Jeżeli języczkiem u wagi będzie poparcie związków zawodowych, grupę energetyczną w kieszeni ma Kulczyk Investments. Pracownicy zdecydowanie popierają polskiego inwestora.

Ważne!

Uczestnicy dogrywki o Eneę na pewno mają ustalony tzw. próg bólu. Jeżeli będą to okolice 25 zł za akcję, rynek będzie zaskoczony tak wysoką ceną, choć akcje Enei wciąż mogą być niedoszacowane. Wczoraj za papier spółki trzeba było zapłacić 23,10 zł.

Zagranica nie chce dopuścić polskich koncernów do swoich sektorów wytwarzania energii

Na produkcji i sprzedaży energii elektrycznej w Polsce zarabiają zagraniczne koncerny. Od lat obecne są u nas wielkie firmy ze Szwecji, z Niemiec czy Francji. Obecnie produkują one około 20 proc. energii wytwarzanej w Polsce. Po sprzedaży zagranicznemu inwestorowi Enei i oddaniu blisko połowy udziałów w elektrowni atomowej ten odsetek może wzrosnąć do ponad 40 proc. Tymczasem polscy inwestorzy w zdobywaniu zagranicznych rynków nie mają tak łatwo. Największy producent energii Polska Grupa Energetyczna „PGE” co i rusz odbija się od ściany. Tak było między innymi w przypadku próby wejścia na niemiecki rynek. Przed rokiem PGE wystartowała w przetargu na zakup spółek energetycznych działających w Saksonii. Na niedzwnym spotkaniu z dziennikarzami Tomasz Zadroga, prezes PGE, opowiadał, że oferta nie miała najmniejszych szans na zwycięstwo i została odrzucona. Jako uzasadnienie podano bezpieczeństwo energetyczne Niemiec. Wybrano lokalnego inwestora, nie ujawniając nawet wysokości jego oferty.