Kiedy Peter Eckersley wszedł ostatnio na jeden z największych amerykańskich portali poświęconych zatrudnieniu CareerBuilder.com, natychmiast został wirtualnie osaczony. Dzięki specjalistycznemu oprogramowaniu analityk Electronic Frontier Foundation, grupy broniącej praw obywateli do prywatności w sieci, wykrył, że dane identyfikujące jego komputer zostały przekazane do przynajmniej 10 firm śledzących zachowanie ludzi w internecie.

Ta historia opisuje istotę batalii, która może ukształtować przyszłość życia w internecie, mając jednocześnie realne konsekwencje dla świata wykraczającego poza internet. Cyfrowe kartoteki, które wyspecjalizowane firmy budują na podstawie analizy zachowań internautów, stają się coraz bardziej szczegółowe.

Wiedzą o tobie wszystko

– Niewielkie fragmenty rozproszonych danych są łączone, by stworzyć twój cyfrowy profil o dokładności, której nigdy byś się nie spodziewał – mówi Michael Fertik z ReputationDefender, firmy, która pomaga ludziom zacierać ślady swojej aktywności w sieci. – To, czy kładziesz się spać późno lub czy kiedykolwiek narzekałeś na pracodawcę, może wpłynąć na twoje przyszłe zatrudnienie.

W tym roku temperatura sporu na temat granic prywatności w sieci jeszcze się podniosła. Jak przyznaje przedstawiciel jednej z wiodących amerykańskich firm internetowych, potrzebny jest tylko jeden duży skandal, np. z udziałem dziecka prominentnego polityka, by przekroczyła punkt krytyczny.

– Nie powinniśmy czekać do takiego momentu. Szkody wynikające z braku przepisów i braku zdecydowanej ochrony prywatności będą naprawdę poważne – uważa Bobby Rush, demokratyczny deputowany do Izby Reprezentantów, który wniósł projekt ustawy przyznającej Amerykanom prawo do wstrzymania rozpowszechniania prywatnych informacji na ich temat. Tak może już zrobić wielu Europejczyków.

Mark Zuckerberg, 26-letni założyciel Facebooka, stał się symbolem tego, co wielu w branży internetowej nazywa pokoleniową zmianą w podejściu do prywatności. – Ludzie czują się swobodni, nie tylko dzieląc się większą liczbą informacji różnego typu, ale robiąc to bardziej otwarcie i z większą liczbą ludzi – powiedział na styczniowym wystąpieniu. – Norma społeczna jest czymś, co ewoluuje.

Ostatnio odkrył jednak, że przyzwyczajenia nie zmieniają się tak szybko, jakby sobie tego życzył. Facebook naraził się na falę zarzutów, kiedy zmienił ustawienia na swojej stronie tak, by pewne informacje na temat użytkowników – takie jak ich miejsce pracy czy rodzinne miasto – były widoczne tuż po wejściu na ich profil, nie dając im żadnego wyboru, jeżeli chodzi o zachowanie poufności. Ten ruch ściągnął na Facebooka gniew europejskich organów nadzoru i spowodował śledztwo amerykańskiej federalnej komisji handlu (FTC). W rezultacie firma częściowo wycofała się z wprowadzonych zmian.

Prawodawcy i regulatorzy obawiają się, że internautom zostawiono zbyt mało kontroli na temat tego, jak wykorzystywane są informacje na ich temat, a samym użytkownikom brakuje zrozumienia i wiedzy potrzebnej do tego, by podejmować świadome decyzje. Unijna komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding jasno dała do zrozumienia, że prywatność w sieci i ochrona danych będą należały do priorytetów jej pięcioletniej kadencji.

Wynik tego starcia będzie miał duży wpływ na zyski firm działających online. – Dostęp do szczegółowych informacji na temat użytkowników jest niezwykle ważny dla Google’a, Facebooka i innych firm oferujących darmowe usługi w sieci – mówi Rebecca Arbogast, analityczka w firmie Stifel Nicolaus w Waszyngtonie. – Ich model biznesowy zależy od tego, czy są w stanie coraz dokładniej sprofilować reklamy skierowane do nas.

– Bez zbierania wrażliwych danych sieć byłaby znacznie mniej interesująca dla reklamodawców – dodaje Michael Rappa, profesor nauk komputerowych na Uniwersytecie Stanowym Karoliny Północnej.