Dofinasowanie klubów sportowych to rzadko efekt dogłębnych analiz ekonomicznych. Dużo w tym emocji i jeszcze więcej chybionych inwestycji.

Nie ma w polskiej ekstraklasie klubu, którego budżet składałby się wyłącznie z prywatnych środków. Według raportu Pentagon Research tylko dwa kluby nie korzystają z miejskich pieniędzy – GKS Bełchatów i Zagłębie Lubin. Oba jednak funkcjonują dzięki państwowym spółkom – PGE oraz KGHM. Pozostałe 14 klubów może liczyć na pomoc samorządów. Wyłączając dotacje na budowę miejskich stadionów, największą pomoc dostaje Korona Kielce. Najmniejszą otrzymują Ruch Chorzów i Widzew Łódź, które w tym roku dostały od miast po niespełna 1 mln zł w zamian za promocję marki Chorzów czy Łódź na stadionie.

Drogocenna Korona

Korona Kielce to przypadek skrajny. Właścicielem klubu jest bowiem Urząd Miasta Kielce, który rocznie na jego funkcjonowanie wykłada około 7 mln złotych. Według nieoficjalnych informacji w tym roku Kielce wsparły już Koronę dotacją rzędu 5 mln złotych. Kilka dni temu miejscowi radni przyznali klubowi 1,7 mln złotych. Zamieścili to w projekcie uchwały o zmianie budżetu miasta. Tuż obok planowanych dotacji dla Szpitala Kieleckiego i Świętokrzyskiego Centrum Onkologii. – Zastanawiam się, jakie są granice promocji poprzez sport – powiedział Stanisław Rupniewski, kielecki radny z SLD.

Przy okazji ujawniono, że 93 proc. budżetu Korony idzie na płace, a klub wyda w tym roku 13 mln złotych na transfery i pensje dla piłkarzy. Miasto nie pokryje całej tej kwoty (są jeszcze wpływy od telewizji, mniejszych sponsorów i z biletów), ale to wystarczyło, by rozgorzała dyskusja.

Prezydent Kielc Wojciech Lubawski uważa, że w klub należy inwestować, by podnosić jego wartość i za kilka miesięcy dobrze go sprzedać prywatnemu inwestorowi. Jego przeciwnicy twierdzą zaś, że Korona jest źle zarządzana, a miasto marnotrawi pieniądze.

Specjaliści natomiast są zdania, że tu chodzi po prostu o politykę. – Zbliżają się wybory. Radni podejmują wiele politycznych decyzji. Jedni głosują za pomocą Koronie, drudzy mają interes w tym, aby lobbować za inną inwestycją – powiedział nam Jacek Bochenek z firmy Deloitte, która przygotowała raport na temat finansów ekstraklasy.

Czy promocja się zwróci?

W inwestycjach miast w inne kluby polityka też odgrywa dużą rolę, ale działacze, jak nam powiedział jeden z nich, są kryci – publiczne pieniądze, choć niemałe, idą na infrastrukturę lub promocję samego miasta, a nie na transfery i pensje dla piłkarzy. W Cracovii 51 proc. udziałów ma miasto Kraków. Ratusz remontuje lodowiska, buduje nowy stadion, a drugi właściciel, firma Comarch, głównie kupuje piłkarzy. Z kolei Jagiellonii Białystok ratusz płaci ponad 1,5 mln zł rocznie za możliwość eksponowania logo Białegostoku na koszulkach piłkarzy czy też bandach wokół boiska.

– To nie jest dotacja. To rodzaj zapłaty za konkretną usługę – zaznacza Artur Wojtkowski z biura sportu w Białymstoku. Problem w tym, że trudno wykazać, czy taka promocja jest skuteczna i czy się miastu zwróci. Bo klubowi zwróci się na pewno.