Przejmowanie przez Skarb Państwa PKP Polskich Linii Kolejowych rozpocznie się w tym roku. Do 2014 r. na konto PKP SA, które jest większościowym udziałowcem PKP PLK, wpłynie 2,35 mld zł. Pieniądze będą pochodzić z Funduszu Kolejowego, zasilanego z akcyzy paliwowej.

Rząd chce upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu: poprzez wykup PKP PLK z PKP SA realizuje unijne dyrektywy nakazujące uniezależnienie zarządcy torów od przewoźników oraz zapewnia PKP gotówkę na spłatę długów.

Według ekspertów ta kosztowna operacja odbędzie się kosztem inwestycji. Były wiceprezes PKP PLK Bogdan Szafrański twierdzi, że spółkę można wydzielić z PKP bez astronomicznych wydatków. Jedną z możliwości jest podzielenie PKP przez walne zgromadzenie akcjonariuszy (większościowym udziałowcem jest Skarb Państwa) na dwie spółki. Jedna otrzyma tylko akcje PLK, a druga resztę majątku. – Po jej zlikwidowaniu właścicielem PKP PLK staje się Skarb Państwa – twierdzi Szafrański.

Pomysłu nie zaakceptował resort finansów. MF tłumaczy, że wykup akcji PKP PLK ma na celu zminimalizowanie ryzyka Skarbu związanego z udzielonymi PKP SA gwarancjami na zaciągnięte kredyty. Te sięgają 5,7 mld zł.

– Istotne jest nie tylko posiadanie przez PKP SA środków na spłatę zobowiązań, ale także niepogorszenie struktury aktywów. Ma to istotne znaczenie dla kredytodawców – wyjaśnia Magdalena Kobos z MF.

Adrian Furgalski, ekspert rynku infrastruktury, zwraca uwagę, że za miliardy wpompowane w PKP państwo może zyskać niewiele. – Sumy idące na oddłużenie są mniejsze niż wartość akcji PKP PLK będących w ręku PKP SA, 2,3 mld zł w stosunku do 5 mld zł. PKP SA będą wnosić do PLK aportem swoje firmy, więc ich udział w spółce będzie wciąż wysoki – mówi Adrian Furgalski.

PKP SA mają dzisiaj ponad 40 proc. akcji PKP PLK. Niewykluczone, że w 2014 będą miały niewiele mniej.