Inflacja w poprzednim miesiącu spadła do 2,2 proc. z 2,4 proc. miesiąc wcześniej. To nieco głębszy spadek, niż spodziewał się rynek. Analitycy szacowali, że albo wskaźnik wzrostu cen nie zmieni się względem kwietnia i wyniesie 2,4 proc., albo spadnie nieznacznie, do 2,3 proc. Ostrożność ekonomistów to efekt obaw o wpływ na zbiory owoców i warzyw złej pogody i powodzi, która przetoczyła się przez kraj w drugiej połowie maja.

– Być może negatywny wpływ powodzi jeszcze do końca się nie ujawnił. Być może zobaczymy go w cenach w czerwcu – mówi Piotr Bielski z BZ WBK.

Analitycy przed wczorajszą publikacją danych oceniali, że żywność w maju mogła zdrożeć o 1 proc. w skali miesiąca. Tymczasem z informacji GUS wynika, że ceny żywności zwiększyły się o 0,7 proc. Jednak w tych danych widać ślad katastrofalnych skutków powodzi. To ceny owoców, które wzrosły prawie o 13 proc. Statystycy tłumaczą to czynnikami sezonowymi: była wczesna wiosna i podaż owoców była ograniczona. Ale ekonomiści przypominają, że przed rokiem wzrost cen owoców wynosił 8 proc.

– W jakimś stopniu za majowy wzrost cen owoców odpowiada powódź, ona musiała wywrzeć jakiś wpływ. Świeże owoce, nowalijki trudno jest importować – mówi Grzegorz Maliszewski z Banku Millennium. I dodaje, że żywność może drożeć w kolejnych miesiącach, co spowolni proces spadku inflacji. Na razie większość ekonomistów jest zgodna, że inflacja będzie spadać do lipca – sierpnia, być może nawet do poziomu poniżej 2 proc. Ale wielkość zbiorów płodów rolnych – a co za tym idzie ich podaż – to na razie zagadka.

– Niektóre z warzyw i owoców pojawią się na rynku późnym latem albo na jesieni, wtedy ich ceny będą ważyły na inflacji. Na razie nasze oceny wpływu powodzi na rynek żywności nie są na tyle dramatyczne, żeby zmieniały prognozy – mówi Piotr Bielski. I dodaje, że inflacja jest możliwa w ostatnich miesiącach roku, ale celu inflacyjnego NBP – czyli 2,5 proc. – nie powinna przekroczyć. M.in. dlatego ekonomiści uznają wczorajsze dane za neutralne dla Rady Polityki Pieniężnej. RPP nie powinna podnosić stóp, bo jeśli nawet inflacja wzrośnie, to z powodów, które nie zależą od wielkości popytu, tylko podaży. A tę trudno regulować za pomocą stóp.

Podobnie jest z cenami paliw. Stopy procentowe nie mają tu nic do rzeczy. O tym, czy paliwa drożeją, czy nie, decyduje ich koszt na rynkach światowych i kurs złotego do dolara. O tym, jak ważny jest ten drugi czynnik, widać po danych za maj. Paliwa zdrożały o 16,9 proc. w skali roku.

– W maju ceny ropy spadały, ale kurs dolara liczony w złotych mocno poszedł w górę i ten efekt kursowy silnie zadziałał – mówi Grzegorz Maliszewski. Według niego paliwa też będą miały wpływ na inflację. To jest drugi czynnik ryzyka oprócz cen żywności.