zaloguj się do e-DGP

PilneSenat przyjął reformę emerytur - nie było żadnych poprawek

FAKTORING - serwis GazetaPrawna.pl
statystyki

Google pomoże wydawcom, którzy zaczną zarabiać na treściach w sieci

skomentuj

Największa wyszukiwarka na świecie zmienia front – dotąd niechętna, teraz proponuje wydawcom prasy współpracę przy wprowadzaniu opłat za treści w internecie. Wydawcy w Polsce są zadowoleni.

Publikacja: 21 maja 2010, 03:00 Aktualizacja: 21 maja 2010, 12:06

Zaskakującą deklarację złożył w środę Larry Page, współzałożyciel Google’a, podczas konferencji Zeitgeist Europe. Podkreślił, że firma chce pomóc wydawcom w ich walce o udane przeniesienie źródeł przychodów, reklamy i prenumeraty do internetu.

– Potencjał w płatnych treściach jest obecnie większy niż kiedykolwiek – dodał współzałożyciel wyszukiwarki.

Deklaracja jest zaskakująca, bo dotychczas Google niechętnie podnosił ten temat. Twierdził, że otwarty dostęp do informacji jest lepszy, bo wydawcy docierają do największej liczby czytelników. Problem pojawiał się jednak, gdy zaczynała się rozmowa o pieniądzach. Wydawcy niezmiennie uważają, że dzięki ich treściom Google zarabia krocie. A to, co oferuje w zamian – czyli część wpływów z reklam – to zdecydowanie za mało.

W ubiegłym roku spór o to mocno zaognił relacje między Google’a a wydawcami na świecie. Rupert Murdoch, szef koncernu News Corp., wydawcy m.in. dziennika „Wall Street Journal”, nie przebierając w słowach, oskarżył Google’a o kradzież treści. Zagroził też ich wycofaniem z Google’a i przeniesieniem do Binga, wyszukiwarki Microsoftu. Koncern z Redmond proponował nawet Murdochowi pieniądze za taki manewr. Ale ostatecznie do niego nie doszło. Dlaczego, okazało się w środę, gdy Eric Schmidt, prezes Google’a, ujawnił, że od miesięcy rozmawia z News Corp. na temat wprowadzenia opłat. W tym celu Google proponuje wydawcom swój system płatności online – Checkout.

Analitycy wskazują, że Google wyszedł z inicjatywą właśnie teraz nie bez przyczyny – spółka ma kłopoty wizerunkowe, po tym jak wyszło na jaw, że podsłuchiwała dane z sieci WiFi w wielu państwach. Jest jednak jeszcze jeden powód: Google przestraszył się odejścia Murdocha, a w ślad za nim innych wydawców, do Binga.

– Google potrzebuje wydawców i ich jakościowych treści, by zarabiać pieniądze. Z drugiej strony firma zauważyła, że prowizje od przychodów od płatnych treści mogą być dla niej dodatkowym źródłem przychodów – uważa Arkadiusz Dawid, prezes Bonnier Business Polska, wydawcy „Pulsu Biznesu”.

Zarówno on, jak i Dariusz Piekarski, prezes Infor Biznes, wydawcy „Dziennika Gazety Prawnej”, oceniają deklaracje Google’a pozytywnie: poparcie koncernu dla płatnych treści może znacząco pomóc w zmianie świadomości rynku. Obaj wydawcy planują bowiem od jesieni wprowadzenie większej liczby płatnych serwisów i nowych modeli sprzedaży. Podobną strategię ma Presspublika, wydawca m.in. „Rzeczpospolitej”. Pod koniec kwietnia wydawca wprowadził nawet płatny dostęp online do publicystycznego dodatku „Plus Minus”. Roczny abonament kosztuje 49 zł.

– Pierwsze wyniki przerastają nasze oczekiwania. Mamy już ponad 2 tys. zarejestrowanych użytkowników, którzy płacą. Część wykupiła prenumeratę roczną – mówi „DGP” Piotr Kropiński, od maja dyrektor serwisów internetowych Presspubliki.

Największą niewiadomą wciąż jest pytanie, ilu czytelników będzie płacić za treści. Według Piotra Kropińskiego wartość całego rynku płatnej informacji dla profesjonalistów szacować można dziś na 200 – 300 mln zł rocznie.

Larry Page podkreślał w środę, że sukces zależy od wybranego modelu. Według współzałożyciela Google’a, jeśli ludzie nie będą musieli cały czas zastanawiać się nad tym, ile pieniędzy wydają, będą konsumować więcej treści, a wydawcy zarobią dzięki temu więcej pieniędzy.

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Autostrada A4

Drogowcy oddają A2 po kawałku

Resort transportu dopina drogową układankę. DGP dotarł do harmonogramu otwarć czterech kolejnych odcinków. Kierowcy mogą od wczoraj jeździć 7-kilometrowym odcinkiem autostrady A2 najbliżej Warszawy – między Konotopą a Pruszkowem. To odcinek E Budimeksu – pierwszy z pięciu budowanych na 91-kilometrowej trasie Łódź–Warszawa.

zobacz więcej artykułów

Najnowsze wiadomości z Forsal.pl

Zapisz się na bezpłatny newsletter Gazety Prawnej
Wyszukiwarka Nieruchomości
Wyszukaj w Encyklopedii

Galerie zdjęć

Twarze Biznesu

Zapisz się na bezpłatny newsletter

porównywarka finansowa TotalMoney.pl: kredyty gotówkowekredyty hipotecznekredyty samochodowelokatyenergiakonta osobiste