Według ekonomistów nie ma również groźby nagłego wzrostu inflacji. Świadczą o tym doświadczenia z powodzi w 1997 r. Żywioł zniszczył wtedy uprawy, ale co dziwne, ceny żywności spadły bardziej niż zazwyczaj. W ostatecznym rozrachunku te wahania nie wpłynęły na inflację.

Silniejsze niż gospodarcze mogą się okazać skutki polityczne i budżetowe. Premier Donald Tusk podczas objazdu miejscowości dotkniętych powodzią obiecał, że żaden poszkodowany nie pozostanie bez finansowej pomocy z budżetu państwa. Choć dokładna jej wysokość nie jest jeszcze znana, już niektórzy kandydaci na prezydenta zaapelowali o jej zwiększenie. O uruchomienie 43,5 mln zł rezerwy w budżecie zwrócił się do ministra finansów szef MSWiA Jerzy Miller. A to dopiero początek wydatków – największy ciężar będzie się wiązał z likwidacją skutków.

Atak żywiołu obnażył również nieprzygotowanie instytucji centralnych i samorządowych mimo doświadczeń z 1997 roku. Z ustaleń „DGP” wynika, że choć synoptycy ostrzegali przed powodziami już w piątek, minister Miller i Rządowe Centrum Bezpieczeństwa zareagowali dopiero w poniedziałek rano. Dla wielu miejscowości było wtedy już za późno.

Ale zaniedbania dotyczą także wykorzystania dotacji unijnych na infrastrukturę przeciwpowodziową. Tylko pół procentu środków na ten cel trafiło do beneficjentów. A podpisano zaledwie 4 umowy na dofinansowanie takich inwestycji. Mają być gotowe najwcześniej w 2014 roku. Ile powodzi jeszcze nas czeka do tego czasu?