Działania z rządowego planu rozwoju i konsolidacji mają zmniejszyć wydatki o 12 mld zł do 2012 r. Największy efekt mają przynieść reguły ograniczające wzrost wydatków w budżecie. Wszystko ma sprawić, by do 2013 roku deficyt sektora finansów publicznych spadł z obecnych ponad 7 proc. poniżej 3 proc. To pozwoli Komisji Europejskiej na zdjęcie z Polski tzw. procedury nadmiernego deficytu i otworzenie dla nas furtki do strefy euro.

Jednak zdaniem pytanych przez nas ekonomistów lepiej byłoby deficyt zbić jeszcze bardziej. Jego bezpieczny poziom, który nie grozi destabilizacją w przypadku szoku, jakim jest kryzys, to kilkanaście miliardów złotych, nieco ponad 1 proc. PKB. A dziś wynosi on 95 – 100 mld zł.

Trzeba więc ciąć wydatki. Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku, uważa, że zaoszczędzić można na zmianie wysokości zasiłków chorobowych (ich koszt w tym roku to 6 mld zł) i innej metodzie waloryzacji zasiłków pogrzebowych (koszt: 2 mld zł). – Trzeba też ograniczyć koszty osobowe w administracji publicznej, dziś wynoszą 26 mld zł. I zająć się wydatkami na MON. To dziś 5,7 mld zł i jest pytanie, czy są potrzebne w takiej skali – mówi Jakub Borowski.

A były minister finansów Mirosław Gronicki dorzuca propozycję zmiany zasad waloryzacji emerytur. Dziś wskaźnik waloryzacji ustala się na podstawie inflacji i 20-procentowego wzrostu średniej płacy z poprzedniego roku. W ubiegłym, gdy kryzys pustoszył gospodarkę, Polska musiała wydać z tytułu waloryzacji około 8 mld zł.

– Wydatki na emerytury rosną niezależnie od tego, czy koniunktura jest dobra, czy zła. To zbyt hojne podejście, na które nas nie stać. Nie jesteśmy w stanie sfinansować świadczeń z pobieranej składki i budżet musi do nich dokładać – mówi Mirosław Gronicki. Podobnie rzecz ma się z dotacjami dla samorządów. Ich wielkość ustalana jest na poziomie, który co prawda zapewnia stabilność w finansowaniu samorządów, ale nie uwzględnia zmian koniunktury.

Wszystkie oszczędności mogą przynieść kilka miliardów złotych rocznie. Zdaniem Gronickiego możemy zyskać w ciągu 4 lat ok. 80 mld. Jeśli okażą się niewystarczające, może nam grozić wzrost podatków. Ten ruch oznaczałby zmianę dziesięcioletniej tendencji do ich obniżania.

Zdaniem Mirosława Gronickiego stosunkowo szybki skutek może przynieść likwidacja preferencyjnych stawek VAT i obłożenie towarów i usług stawką podstawową. – Gdyby wszystko zostało obłożone stawką podstawową, można by obniżyć tę stawkę np. z 22 proc. do 19 proc. A i tak dochody budżetu byłyby większe – mówi były szef resortu finansów.

Jednak politycznie takie zmiany mogą się okazać trudne do zaakceptowania dla każdej partii politycznej.