Przecena na rynku walutowym to nie kłopot. Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK, przypomina, że jeszcze trzy, cztery tygodnie temu problemem numer jeden była nadmierna aprecjacja złotego. Aby ją powstrzymać, na rynku interweniował nawet NBP, a niektórzy analitycy zaczynali załamywać ręce nad losem polskiego eksportu.

– Dziś osłabienie złotego można więc postrzegać jako zbawienie dla sektora eksportowego, a więc dla całej gospodarki – mówi Piotr Bujak.

Według Marcina Mroza, głównego ekonomisty BNP Paribas Fortis, słabszy złoty w ostatnich dniach zdejmuje z NBP konieczność czuwania nad opłacalnością eksportu. Firmy sprzedające towary za granicę powinny teraz zacierać ręce, bo niższy kurs poprawia konkurencyjność polskich produktów. Ale jest też druga strona medalu. Wzrost kursu dolara o ponad 15 groszy i euro o 10 groszy trwał niewiele ponad dobę. To bardzo gwałtowna zmiana.

– To utrudnia działalność operacyjną firmom realizującym kontrakty zagraniczne. Tym bardziej że liczba firm, które korzystają z zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym, spada – mówi Piotr Bujak.

Analitycy zastrzegają jednak, że wymierny wpływ na gospodarkę osłabienie złotego będzie miało dopiero wtedy, gdy utrzyma się przez dłuższy czas.

– Do tej pory zamieszanie wokół Grecji dla polskiego rynku było obojętne. Powstaje pytanie, czy obecne osłabienie złotego to ruch krótkoterminowy, czy początek nowego, spadkowego tym razem trendu – mówi Marcin Mróz.

Gdyby nasza waluta weszła w trend spadkowy, zwiększyłoby to ryzyko wzrostu cen. Im słabszy złoty, tym droższe towary z importu. Zwłaszcza surowce, takie jak paliwa. Zdaniem Szymona Araszkiewicza, głównego analityka portalu e-Petrol, ostatnie umocnienie dolara już przełożyło się na krajowy rynek paliw.

– Orlen i Lotos szybko zareagowały na poniedziałkowe osłabienie złotego i zmieniły swoje cenniki hurtowe. Ceny paliw już wzrosły o 2 – 3 grosze na litrze i w związku z tym, że dolar we wtorek dalej się umacniał, jeszcze przez kilka dni będą rosnąć – mówi Szymon Araszkiewicz.

I dodaje, że można oczekiwać wzrostu cen paliw o kolejne 5 – 10 groszy na litrze.