Pieniądze z PKN Orlen – tajemnicą pozostaje jak duże – mają być przeznaczone na rozwój młodych talentów. Główną korzyścią dla firmy ma być eksponowanie logo koncernu na strojach reprezentantów Polski podczas zawodów, w tym lipcowych mistrzostw Europy w Barcelonie. – Sukcesy sportowców przekładają się na pozytywne emocje wobec naszych marek. Poza tym jesteśmy koncernem narodowym, nie bez powodu mamy orła w logo i takie, a nie inne barwy. Zależy nam na narodowych konotacjach – mówi Leszek Kurnicki, dyrektor wykonawczy ds. marketingu PKN Orlen.

Orlenowskie logo będzie na piersiach lekkoatletów tylko przez rok, bo na tyle opiewa umowa. To krótki termin jak na konsekwentne budowanie wizerunku firmy. – Nikt nie zakłada, że ta współpraca będzie trwała tylko tyle. To wentyl bezpieczeństwa, zdrowa praktyka biznesowa, aby nie wiązać sobie rąk – mówi Kurnicki. I zapewnia, że firma podchodzi do projektu długofalowo, a wspieranie lekkoatletyki przynosi jej wymierne korzyści potwierdzone badaniami.

Zdaniem ekspertów od marketingu sportowego, z którymi rozmawialiśmy, sytuacja nie wygląda jednak tak dobrze. Bo o ile w dziedzinie motoryzacji Orlen ma spójną strategię, to pomysłu na lekkoatletykę brakowało. Były billboardy z gratulacjami, a potem wykorzystano sylwetki potężnych miotaczy w promocji kawiarni na stacjach Orlenu. Zdaniem ekspertów rozszerzenie działań na cały PZLA to dobre posunięcie koncernu.

Do lipcowych ME związek, jak zapowiadał jego prezes Jerzy Skucha, ma się uporać z długami pozostawionymi przez poprzedni zarząd.

Zobowiązania początkowo szacowane na 300 tys. zł okazały się, według słów prezesa, dwunastokrotnie wyższe. – Można powiedzieć, że temat długu mamy zamknięty, ale umowa z Orlenem w żaden sposób na to nie wpływa. W tym roku nie musieliśmy już przeznaczać środków sponsorskich na spłatę, radziliśmy sobie w inny sposób – zapewnia Skucha.