Wczoraj ostatecznie skończyła się grecka jazda na gapę. Do kompletnej katastrofy jeszcze nie doszło, ale to, co przeżył ekonomiczny świat, przypominało najbardziej nerwowe momenty sprzed kilkunastu miesięcy. Spore spadki na europejskich walutach, jednolicie czerwone wskaźniki na giełdach i strach, który wywołuje jakiekolwiek skojarzenie ze słowem „ryzyko”.

Co się będzie działo jutro, pojutrze, za tydzień? Europa i międzynarodowe instytucje finansowe muszą odpowiedzieć na pytanie, czy Grecja nie jest zbyt duża, by upaść. Najprawdopodobniej tę odpowiedź już mają i brzmi ona: jest. Tutaj znów się włącza słowo „ryzyko”, trudne nawet do oszacowania w tej chwili dla strefy euro. Pomoc dla bankruta najprawdopodobniej więc zostanie uruchomiona, ale na bardzo ostrych warunkach kończących grecki sen o tym, że jakoś to będzie.