Szczegóły przygotowywanego przez firmę stanowiska opublikował w sobotę dziennik „Washington Post”.

11-stronicowe stanowisko opiera się na tezie, że firma nie mogła przewidzieć, „czy ceny mieszkań i domów będą szły w górę, czy spadały”. Żeby uwiarygodnić to stwierdzenie, jej prawnicy chcą dołączyć do stanowiska stenogramy i nagrania dyskusji najważniejszych menedżerów Goldman Sachs, z których ma niezbicie wynikać, że nie spodziewali się oni załamania. Nie działali więc na szkodę swoich klientów – jedynie nie potrafili przewidzieć rozwoju sytuacji.

Dokument ma trafić już we wtorek na ręce członków stałej podkomisji śledczej senatu USA. Tej samej argumentacji prawnicy firmy będą zapewne używać w trakcie postępowania przed Komisją Kontroli Giełdy Papierów Wartościowych (SEC). Zdaniem SEC Goldman Sachs z premedytacją oszukiwał swoich klientów, oferując im ryzykowne tytuły hipoteczne, które w końcu okazały się nie mieć pokrycia.

Gigantowi z Wall Street trudno jednak będzie udowodnić, że ma czyste ręce. Tym bardziej że senator Carl Levin, stojący na czele senackiej podkomisji, ujawnił treść e-maili między menedżerami, z których wynika, że Goldman Sachs bardzo agresywnie inwestował w ten rynek i zarabiał na nim mnóstwo pieniędzy. Tymczasem wcześniej firma zapewniała, że jej działania na rynkach hipotecznych były bardzo ostrożne.

Wygląda więc na to, że największa firma finansowa Ameryki walnie się przyczyniła do stworzenia hipotecznej bańki mydlanej, opartej na wielokrotnym przeszacowaniu wartości domów i innych nieruchomości w Ameryce. Jej pęknięcie w 2007 r. wywołało falę egzekucji niespłacanych hipotek, a w konsekwencji – globalny kryzys gospodarczy. Choć w pierwszej chwili Amerykanie skłonni byli obciążyć całą winą za załamanie poprzednią administrację, niemal od początku recesji media spekulowały o potencjalnych korzyściach, jakie odniósł Goldman Sachs. Z rozmaitych przecieków wysnuwano wniosek, że szefowie firmy doskonale zdawali sobie sprawę z nadciągającego krachu, jednak inwestowali pieniądze swoich klientów w intratne – przynajmniej do czasu – operacje na rynku hipotecznym.