Z powodu emisji pyłów przez islandzki wulkan Eyjafjoell w polskiej przestrzeni powietrznej nie doszło do około 7,5 tys. operacji lotniczych – podsumowała Polska Agencja Żeglugi Powietrznej, zarządzająca ruchem lotniczym w naszym kraju.

– Taki spadek ruchu oznacza ograniczenie przychodów o blisko 10 mln zł – mówi „DGP” Krzysztof Banaszek, prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.

Przy założeniu rocznych przychodów agencji na poziomie 600 mln zł strata wcale nie jest koszmarnie wysoka i w najmniejszym stopniu nie zagraża płynności finansowej. Jednak może przełożyć się na wyższe ceny biletów. PAŻP działa jak organizacja typu non profit. Każdego roku ustala stawki dla linii lotniczych na podstawie wyliczonych kosztów swojej działalności, które dzieli przez spodziewaną w danym roku liczbę operacji wykonywanych przez linie lotnicze. Tymczasem od 15 do 22 kwietnia agencja ponosiła koszty, otrzymując pieniądze tylko za góra 200 operacji dziennie. Tymczasem o takiej porze roku powinna obsługiwać około 1,5 tys. lotów.

Jeżeli agencja tej straty nie pokryje z innych źródeł, to w przyszłości odbije się ona na liniach lotniczych. O jakie inne źródła chodzi? Są trzy możliwości: wyższy od oczekiwanego ruch lotniczy w najbliższych miesiącach przekładający się na wzrost przychodów, dalsze cięcia kosztów – bardzo trudne do wykonania po oszczędnościach osiągniętych w roku 2009 – lub wsparcie środkami z zewnętrz np. budżet.

Według prezesa PAŻP, jeżeli zgodnie z doniesieniami Komisja Europejska wyrazi zgodę na pomoc publiczną dla lotnictwa, to polski rząd powinien pomyśleć nie tylko o narodowym przewoźniku, lecz także o zarządzających lotniskami i służbach ruchu lotniczego zapewnianych przez kierowaną przez niego agencję. Przez wulkan tracili wszyscy.

Jacek Balcer, rzecznik prasowy PLL LOT, mówi, że rada nadzorcza PLL LOT do 17 maja ma otrzymać od zarządu pełną informację na temat strat. Nieznane są też straty warszawskiego Okęcia, bo Przedsiębiorstwo Państwowe „Porty Lotnicze”, które nim zarządza, jeszcze ich nie podliczyło. Wiadomo, że regionalne porty lotnicze, takie jak Wrocław czy Katowice, straciły od 500 do 800 tys. zł.