Na dodatek Eurostat poinformował, że rzeczywista dziura w greckim budżecie może być jeszcze większa. Tymczasem wcześniej rząd w Atenach zapowiadał, że niedobór finansów publicznych w ich kraju w ubiegłym roku wyniósł 12, 7 proc. PKB.

Dług Grecji urósł aż do 115 proc. PKB na koniec ubiegłego roku. Dla rynku stało się jasne, że bez pomocy z zewnątrz jego obsługa będzie nie do udźwignięcia. Rentowności greckich papierów od razu wystrzeliły w górę: dochodowość dwuletnich obligacji przekroczyła 10 proc. – to najwyższy poziom od 1999 roku. A różnica między rentownością 10-letnich greckich papierów a dochodowością niemieckich – które dla całej Europy są punktem odniesienia – sięgała 600 punktów bazowych.

Spadek zaufania do Grecji przypieczętowała decyzja agencji ratingowej Moody’s, która obniżyła ocenę greckiego długu do poziomu A3. Na dodatek agencja nie wykluczyła, że obniży ocenę ponownie.

Po takiej serii negatywnych informacji euro zaczęło szybko tracić na wartości wobec dolara.

Kurs przebił psychologiczną barierę 1,3350 dolara za euro i dalej spadał. Jedno euro kosztowało wczoraj około 1,33 dolara. To najmniej od maja ubiegłego roku. Analitycy szybko policzyli, że obawy o niewypłacalność Grecji, nieufność wobec prezentowanych przez nią danych i ryzyko, że sytuacja w greckich finansach publicznych wymknie się spod kontroli, osłabiły euro wobec dolara już o ponad 7 proc. od początku roku.

Także w innych krajach strefy euro nie jest dobrze. Jak podał wczoraj Eurostat, deficyt finansów publicznych Eurolandu wyniósł w ubiegłym roku 6,3 proc. PKB. To najwięcej od czasów wprowadzenia wspólnej waluty.

Informacja o gigantycznym deficycie Grecji popchnęła WIG20 i złotego w dół

Wczoraj przed południem zarówno złoty, jak i indeksy warszawskiej giełdy zaczęły spadać. Ostatecznie nasza waluta straciła blisko dwa grosze w stosunku do euro (kosztowało 3,88 zł) oraz blisko 3,5 gr (2,92 zł)do dolara, zaś główny indeks warszawskiej giełdy, czyli WIG20, stracił wczoraj 2,45 proc. i wyniósł 2483,68 pkt.

W opinii Wojciecha Białka, analityka CDM Pekao, główną przyczyną tak mocnych spadków było pogarszanie się klimatu wokół Grecji. Greckie kłopoty dotknęły całą strefę euro, co było widać także w notowaniach wspólnej waluty do dolara. Straciła ona 0,5 proc. do amerykańskiego pieniądza i na koniec dnia euro kosztowało 1,332 dol.

Dodatkowym czynnikiem, wpływającym na giełdy i waluty strefy euro, były kiepskie wyniki Nokii – największego producenta telefonów na świecie. Rozczarowały one inwestorów, więc na wyścigi wyprzedawali oni akcje firmy, co pociągnęło indeksy na całym kontynencie w dół. Najmocniej, bo o ponad 4 proc. spadła giełda w Helsinkach.