Po tym, gdy w środę wybuchł islandzki wulkan Eyjafjoell, kraje europejskie zaczęły częściowo lub całkowicie zamykać swoje przestrzenie powietrzne. Zdecydowało się na to kilkanaście państw, a wśród nich Polska, Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Irlandia, Dania, Szwecja, Norwegia, Finlandia, Belgia, Holandia, Włochy, Ukraina, Szwajcaria. Wydobywające się z wulkanu chmury pyłu mogą bowiem być niebezpieczne dla samolotów.

Zamykanie przestrzeni powietrznej oznacza duże straty dla linii lotniczych. Zrzeszenie Międzynarodowego Transportu Lotniczego (IATA) ocenia, że europejskie linie tracą co najmniej 150-200 milionów euro dziennie. Dochodzą do tego dodatkowe koszty opieki nad pasażerami, którzy utknęli na lotniskach. Linie Air France szacują swe straty na 35 milionów euro dziennie, British Airways od 15 do 17 milionów funtów szterlingów (17-26 milionów euro), skandynawski SAS mówi o stracie 29 milionów euro w ciągu czterech dni.

Stowarzyszenie uważa, że ekonomiczne skutki zamknięcia przestrzeni powietrznej będą większe niż po zamachach terrorystycznych z 2001 r. w USA. Linie lotnicze SAS podjęły decyzję o tymczasowym zwolnieniu 2,5 tys. swoich pracowników, ponieważ ze względu na uziemione samoloty nie ma dla nich pracy. Producent samochodów BMW zadecydował o zatrzymaniu we wtorek linii produkcyjnych w zakładach w Dingolfing, w środę w Ratyzbonie, a w czwartek w Monachium. Kierownictwo BMW ocenia, że z powodu wyczerpania zapasów podzespołów elektronicznych, sprowadzanych drogą lotniczą, trzeba będzie opóźnić produkcję ok. 7 tysięcy samochodów. W sumie straty niemieckiej gospodarki, największego eksportera w UE, szacuje się na około miliard euro.

Biura podróży tracą dziennie nawet po kilkadziesiąt tysięcy euro

Z powodu odwołania lotów na lotniskach utknęły dziesiątki tysięcy ludzi. Kolejne tysiące nie mogą wrócić do domów z wyjazdów wakacyjnych. Polska Izba Turystyki szacuje, że do naszego kraju nie może wrócić ok. 1-2 tys. turystów. Biura podróży, płacąc za ich przedłużony pobyt za granicą, tracą dziennie nawet po kilkadziesiąt tysięcy euro.

Straty ponoszą firmy kurierskie i europejskie poczty. Przewoźnicy decydują się na transport przesyłek drogą lądową i morską, co wydłuża czas dostarczania od kilkudziesięciu godzin do kilku dni.