A w ciągu ostatniego 20-lecia mieliśmy przykłady, gdy rządzący poprzez zbyt dynamiczne działania tracili nad nimi kontrolę, a tym samym narażali swoją pozycję.

Czy najbliższe tygodnie i miesiące to dobry czas na przyspieszenie reform społecznych? Delikatność materii polega na tym, że potrzebne zmiany nie dotyczą kwestii czysto technicznych. Jesteśmy w trakcie sporu społecznego dotyczącego systemu ubezpieczeń. Nie ma usprawiedliwienia, żeby debatę na ten temat skracać i korzystając z okazji, uznać: wiemy, kto teraz podpisze ustawę, więc podejmujemy się przeprowadzenia reformy. To przeczy idei tak przestrzeganego przez obecną ekipę dialogu społecznego i próby uzgadniania konsensusu w sprawach o fundamentalnym znaczeniu.

Do przyspieszenia nie dojdzie z jeszcze jednego powodu. Kotwicą działań każdej partii politycznej są wybory parlamentarne, a te czekają nas w roku przyszłym. A że najtrudniejszą częścią reformy finansów publicznych jest ograniczenie wydatków, decyzje w tej dziedzinie są mało popularne i mogą zniechęcić wyborców. Polacy bywają dość przekornym społeczeństwem i dziś sytuacja dla rządzących jest w związku z tym znacznie trudniejsza niż wtedy, gdy dochodziło do konfrontacji dwóch mocnych ośrodków władzy, dwóch odmiennych poglądów na niezbędne reformy i różnych ocen stanu polskiej gospodarki. Wydaje się, że PO jako formacja polityczna znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Monopol władzy może okazać się raczej obciążeniem niż ułatwieniem.