Urząd Regulacji Energetyki na razie analizuje drugi już poprawiony wniosek Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. Aby proponowana przez spółkę podwyżka cena gazu mogła zacząć obowiązywać od przyszłego miesiąca, URE musiałby zatwierdzić wniosek najpóźniej do 17 kwietnia.

– Taki termin jest nierealny. Odpowiedź od PGNiG dostaliśmy po świętach wielkanocnych, nie mieliśmy więc wystarczająco dużo czasu na jego rozpatrzenie – twierdzi Agnieszka Głośniewska, rzeczniczka URE.

Według niej nowa taryfa gazowa mogłaby wejść w życie, tak jak w ubiegłym roku, dopiero w czerwcu. W tej sytuacji proces uzgodnień między PGNiG i URE powinien zakończyć się do 15 maja. Choć czasu jest sporo to pojawiają się wątpliwości, czy tego terminu uda się dotrzymać. Zdaniem Agnieszki Głośniewskiej, jest jeszcze sporo pytań do gazowego monopolisty.

– Nie wykluczamy, że po raz trzeci wezwiemy PGNiG do korekty wniosku – wyjaśnia.

Głównym powodem braku zgody URE na proponowane przez PGNiG podwyżki jest ich wysokość. Spółka domaga się, by ceny gazu wzrosły o 9 proc. Jednak o podwyżkę do URE zawnioskowało też sześć regionalnych spółek dystrybucyjnych. W efekcie prognozowany wzrost cen byłby znacznie wyższy. URE szacuje, że rachunki odbiorców mogłyby zwiększyć się o ponad 12 proc., a w niektórych przypadkach nawet o blisko 20 proc.

Cena samego gazu stanowi średnio niemal dwie trzecie kosztów na rachunku odbiorcy. Reszta to m.in. właśnie koszty dystrybucji.

Część analityków uważa, że wniosek PGNiG o 9-proc. podwyżkę cen gazu jest nieuzasadniony. Zdaniem Kamila Kliszcza, analityka DI BRE Banku, ceny powinny pozostać na dotychczasowym poziomie. Zdaniem Łukasza Prokopiuka z IDMSA rosnące ceny ropy sprawiają, że uniknięcie podwyżki jest mało prawdopodobne.

Nowa taryfa na gaz ma obowiązywać przez sześć miesięcy. Dotychczas zmieniano ją co 12 miesięcy.

Porównaj ceny energii elektrycznej