Sejmowa komisja rolnictwa rozpatrywała w środę dwa projekty: poselski z Komisji "Przyjazne Państwo" oraz senacki. Oba dotyczyły tej samej kwestii - zniesienia prawa pierwokupu nieruchomości rolnych mniejszych niż 1 hektar. Zgodnie z obecnymi przepisami, prawo pierwokupu dotyczy wszystkich nieruchomości.

Prawo pierwokupu ANR stosuje do umów zawieranych przez osoby niezwiązane z rolnictwem, którzy chcą nabyć nieruchomość od osoby niespokrewnionej. Jeżeli Agencja uzna, że ziemia nie powinna być sprzedana danemu kupującemu, może ją kupić od osoby sprzedającej.

Na decyzję o tym Agencja ma 30 dni. Przepis ten sprawia, że w przypadku kupna-sprzedaży notariusz najpierw sporządza akt wstępny. Po czym dokument trafia do ANR, a dopiero po miesiącu może być sporządzony właściwy akt nabycia ziemi. Postępowanie takie jest uciążliwe i kosztowne dla Agencji, która musi rozpatrywać tysiące aktów notarialnych.

Jak uzasadniał projekt Wiesław Woda (PSL), spośród 80 tys. umów kupna-sprzedaży ziemi przekazywanych rocznie do Agencji aż 80 proc. dotyczy nieruchomości mniejszych niż 1 hektar. Obrót tak małymi działkami nie ma wpływu na poprawę struktury agrarnej, a to jest celem tej ustawy.

Wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke poinformował, że od 2003 r. do ANR wpłynęło łącznie 592 tys. umów, z czego Agencja zastosowała prawo pierwokupu w 572 przypadkach. Dodał, że resort rolnictwa opowiada się za tym, by prawo pierwokupu mogło być stosowane dla nieruchomości powyżej 10 hektarów.

Romuald Ajchler (Lewica) przypomniał, że prawo to zostało uchwalone w 2003 r., czyli przed przystąpieniem Polski do UE, po to by grunty położone np. nad jeziorami, nie zostały wykupione przez osoby niezwiązane z rolnictwem. Przyznał, że obecnie taki przepis nie ma uzasadnienia.

Zdaniem Henryka Kowalczyka (PiS) zmiana przepisu "nie budzi wątpliwości". Podkreślił, że taką propozycję zgłosił PiS już w 2007 r.