W ciągu ostatnich dwóch lat kredytowe preferencje Polaków zmieniły się diametralnie.

Latem 2008 r. obserwowaliśmy prawdziwy szał zakupów mieszkań przy wykorzystaniu pożyczonych walut. Mówiąc bardziej precyzyjnie, Polacy zapałali wielką miłością do kredytów we frankach szwajcarskich, bo właściwie inne waluty w tym kredytowym amoku zupełnie się nie liczyły.

We frankach aż 80 procent nowych kredytów

Szczyt tej mody przypadł na trzeci kwartał 2008 r. Wówczas kredyty we frankach stanowiły aż 80 proc. nowo udzielanych kredytów mieszkaniowych. Można było uzyskać je w niemal każdym banku. O wiele trudniej było znaleźć ofertę w euro, zresztą niewielu klientów o nią pytało.

To nadzwyczajne upodobanie do franków i obojętność wobec euro można bardzo łatwo wyjaśnić. Stawki uzyskania franków na rynku międzybankowym od jesieni 2007 do jesieni następnego roku były w miarę stabilne i sięgały 2,5 – 2,7 proc. W tym samym czasie koszt uzyskania euro na rynku szybko się zwiększał, przekraczając jesienią 2008 r. 5 proc.

Ale w czwartym kwartale 2008 r. zaczęło być widoczne dynamiczne odwracanie się proporcji między kredytami walutowymi a udzielanymi w złotych. Udział tych ostatnich w całkowitej wartości nowo udzielanych kredytów mieszkaniowych skoczył z 20 do ponad 40 proc. Pod koniec ubiegłego roku sięgał już 77 proc. W ciągu zaledwie roku proporcje uległy więc całkowitemu odwróceniu. Dziś kredyty we frankach dostępne są zaledwie w 8 – 9 bankach. Propozycję kredytu w euro otrzymamy już w 15 bankach.

Mimo odwrócenia struktury nowo udzielanych kredytów wciąż jednak 65 proc. wszystkich udzielonych dotąd kredytów stanowią kredyty walutowe. Na koniec roku 2009 r. ich wartość stanowiła 139 mld zł wobec 214 mld zł wszystkich kredytów mieszkaniowych. W styczniu tego roku wartość kredytów walutowych zwiększyła się do 141,5 mld zł, zaś w lutym spadła znów do 139 mld zł.

Euro długo goniło i w końcu przegoniło franka

Od połowy ubiegłego roku sytuacja na rynku kredytowym zaczęła się stabilizować, zaś jego końcówka i początek tego roku to wyraźny powrót banków do udzielania kredytów mieszkaniowych. Choć boomu na kredyty walutowe nie ma, to jednak wyraźnie widać, że zdecydowanie bardziej preferowane są te we wspólnej walucie. Do końca 2008 r. ich udział w wartości wszystkich nowych kredytów mieszkaniowych sięgał zaledwie dziesiątych części procenta, a w całym 2008 r. wynosił 0,4 proc. Już w pierwszej połowie ubiegłego roku skoczył do 3,8 – 4,9 proc. W trzecim kwartale proporcje między frankiem a euro niemal się wyrównały. Nowe kredyty we frankach wyniosły 11,3 proc., a w euro 11,5 proc. W ostatnich trzech miesiącach euro już wyraźnie dominowało, stanowiąc 15 proc., podczas gdy udział „szwajcarów” spadł do 8 proc.