Barát przyznał w rozmowie z PAP, że wprowadzenie euro na progu kryzysu (1 stycznia 2009 r. - PAP) spowodowało, że w trudnych dla gospodarki czasach słowacki eksport stał się mniej konkurencyjny.

"Musimy pamiętać, że euro wprowadziliśmy nie tylko na czas kryzysu. Akurat tak się stało, że wybuchł kryzys i pierwszy rezultat przyjęcia euro nie był dla nas pozytywny. Teraz najgorsze mamy za sobą. Mam nadzieję, że wkrótce przyjdzie czas zbierania owoców przystąpienia do strefy euro. Jest oczywiste, że euro nie było celem, ale narzędziem do wspierania wzrostu gospodarczego przez lata" - wyjaśnił.

Jego zdaniem dokładne obliczenie całkowitego kosztu przystąpienia Słowacji do strefy euro jest niemożliwe do obliczenia. "Dla całego kraju, zarówno sektora publicznego i prywatnego, wprowadzenie euro kosztowało ok. 0,5 proc. rocznego PKB. Mówimy więc o setkach milionów euro" - poinformował.

Barát wskazał, że skomplikowany był także proces bicia i dystrybucji monet euro, głównie ze względów logistycznych i bezpieczeństwa

Barát powiedział, że zasadniczym wyzwaniem dla Słowacji było wypełnienie kryteriów z Maastricht, zwłaszcza osiągnięcie odpowiednio niskiego poziomu inflacji oraz obniżenie deficytu finansów publicznych. "To były największe wyzwania polityki fiskalnej i monetarnej Słowacji" - powiedział. Dodał, że inne związane były z przygotowaniami technicznymi do przyjęcia euro.

Według niego wiele trudności rodziła sama kampania informacyjna. Była zdarzeniem bez precedensu na Słowacji. Rząd nie miał doświadczenia w kampanii prowadzonej na tak dużą skalę, kiedy trzeba było dotrzeć z informacją o zmianie waluty do każdego obywatela.

Barát wskazał, że skomplikowany był także proces bicia i dystrybucji monet euro, głównie ze względów logistycznych i bezpieczeństwa. To samo dotyczyło importu banknotów. Dla firm wyzwaniem było dostosowanie do euro systemów informatycznych i księgowych.

Wprowadzając euro Słowacja nie popełniła żadnych fundamentalnych pomyłek, przed którymi mogłaby przestrzec Polskę

Według niego, wprowadzając euro Słowacja nie popełniła żadnych fundamentalnych pomyłek, przed którymi mogłaby przestrzec Polskę. "W przypadku całego procesu wprowadzenia euro na Słowacji możemy mówić o wyzwaniach, czy trudnościach, ale na szczęście nie o problemach" - ocenił.

Wskazał jednak, że rząd Słowacji nie docenił zainteresowania obywateli tzw. zestawami startowymi, w skład których wchodził zestaw monet o łącznej wartości 16,60 euro. Zestawy były adresowane do małych sklepów, czy kiosków. Dzięki nim można było nauczyć się posługiwać euro jeszcze przed wprowadzeniem wspólnej waluty. Zestawy były sprzedawane na pocztach i w bankach. "Zapotrzebowanie na nie przerosło nasze możliwości" - przyznał Barát.

Podkreślił, że - poza kryteriami z Maastricht - kluczowym elementem koniecznym do wprowadzenia euro jest polityczny konsensus. Zaznaczył, że na Słowacji kwestia euro, terminu wprowadzenia wspólnej waluty, czy korzyści z tego płynących nigdy nie były przedmiotem konfliktu politycznego.

"Były spory dotyczące różnych tematów, także gospodarczych, ale nawet personalne konflikty nie przekładały się na sprawę euro" - poinformował. Dodał, że proces wprowadzania euro rozpoczęty przez jedną ekipę został dokończony przez inną. "Mieliśmy szczęście pod tym względem" - podsumował.