Dziennik Gazeta Prawna przepytał cztery największe firmy zajmujące się obsługą kartowych transakcji bezgotówkowych o ich plany na 2010 rok. Wnioski są jasne: nikt nie składa broni, choć konkurencja jest ogromna.

– Chcielibyśmy uruchomić ok. 15 tysięcy nowych terminali – mówi Janusz Diemko, szef First Data Polska (dawniej Polcard), lidera tego rynku. O podobnej skali przyrostu nowych urządzeń mówi Rafał Galiński, dyrektor rozwoju biznesu w spółce eService (należącej do PKO BP).

– Nasze plany to przyspieszenie rozwoju i kilkanaście tysięcy nowych terminali – deklaruje.

Drugi z bankowych agentów rozliczeniowych, Centrum Czeków i Kart Banku Pekao, chce uruchomić ok. 8 tysięcy nowych terminali. Najbardziej tajemniczy jest czwarty z wielkich, czyli amerykański Elavon. Jego szef w Polsce, Wojciech Wojciechowski, zdradza jedynie, że dynamika instalowania nowych terminali będzie dwucyfrowa.

Coraz trudniejszy rynek

Plany ekspansji głównych graczy mogłyby sugerować, że zdobywanie nowych przestrzeni na tym rynku nie jest nowym wyzwaniem – choć jak przyznają wszyscy agenci, potencjał rynku jest duży i w ciągu kilku najbliższych lat liczba terminali może sięgnąć 400–500 tysięcy wobec 210 tysięcy na koniec września 2009 r. Okazuje się jednak, że najlepsze kąski na rynku są już podzielone. A są to duże sieci handlowe, stacje benzynowe czy hotele – zostały punkty i sklepy w mniejszych miastach i na wsiach, a to oznacza mniejszy zarobek przy takich samych nakładach inwestycyjnych. Dlatego walka trwa też o klientów już obsługiwanych, gdzie sytuacja też często się zmienia i dochodzi do przejęć, nawet w przypadku dużych graczy (warto tu wymienić takie ruchy rynkowe, jak przejęcie obsługi hipermarketów Real od eService, który z kolei odbił sieć Ikea od agenta Banku Pekao).

Niskie marże

Dochód agentów rozliczeniowych składa się z dwóch elementów: jedna to opłata abonamentowa, wynosząca najczęściej 50–100 zł od terminalu miesięcznie, druga to procent od transakcji – im większa transakcja, tym większa prowizja, dlatego np. stacje benzynowe czy sklepy RTV/AGD są tak pożądanym klientem. Ale niecała prowizja idzie do kasy operatora terminalu – podzielić się trzeba z bankiem i wydawcą karty.

– Polska opłata odprowadzana na rzecz banku i organizacji należy do wyższych w Europie, stąd bezpośrednie przełożenie na prowizje dla punktów handlowych i usługowych akceptujących karty – mówi Wojciech Wojciechowski z Elavona.

Z racji tego, że rynek jest w ten sposób częściowo uregulowany, agenci próbują konkurować innymi elementami niż cena: głównie techonologią i serwisem. Terminale oprócz funkcji płatniczych oferują np. doładowania telefonów, a także zapłatę rachunków wyposażonych w kod kreskowy. Z punktu widzenia dzierżawcy terminalu najważniejszy jest jednak serwis – szybkość naprawy terminalu i niezawodność całego procesu.

Zobacz pełną treść: W 2010 roku w Polsce przybędzie nawet 40 tysięcy terminali płatniczych