Wydatkowaniu środków z UE było poświęcone czwartkowe posiedzenie sejmowej podkomisji stałej do monitorowania wykorzystania środków unijnych Komisji Finansów Publicznych.

Z przedstawionych przez MF danych wynika, że w ubiegłym roku transfery środków unijnych do Polski wyniosły 9,2 mld euro, w tym na Politykę Spójności 6,1 mld euro, na Wspólną Politykę Rolną 3 mld euro, a w ramach pozostałych programów 140 mln euro.

"W tym samym czasie wpłaty do budżetu UE wyniosły 3,2 mld euro, co daje nam saldo na rok 2009 w wysokości prawie 6 mld euro. Od wejścia Polski do UE w 2004 r. mamy dodatnie saldo w wysokości ok. 20 mld euro" - poinformował dyrektor departamentu instytucji płatniczej w Ministerstwie Finansów Tomasz Robaczyński.

Wyjaśnił, że w ramach Nowej Perspektywy Finansowej 2007-2013, w ubiegłym roku wpłynęło do Polski 5,2 mld euro, w tym 2,7 mld euro tytułem zaliczek i 2,5 mld euro tytułem refundacji. Jednocześnie certyfikowano (przedstawiono do zatwierdzenia) do Komisji Europejskiej wydatki w wysokości 16,5 mld zł. Z tego wkład unijny wyniósł ok. 13 mld zł.

W ubiegłym roku wydatki budżetu na realizację projektów unijnych wyniosły 32,8 mld zł, z tego 24,8 mld zł stanowił wkład UE, a 8 mld część ze współfinansowania krajowego.

Radosław Antoszek z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego powiedział, że w 2009 r. planowano wydać 16,8 mld zł, a wydano 16,9 mld zł. Dodał, że na rok 2010 r. założono wydatki na poziomie 27 mld zł.

Antoszek odniósł się do doniesień czwartkowej "Rzeczpospolitej", która napisała m.in., że w części funduszy na lata 2007-2013 nie podpisano do tej pory żadnej umowy, a opóźnienia dotyczą programów o wartości 40 mld zł. Gazeta podała, że na koniec grudnia ub.r. wartość podpisanych umów o dotacje z UE wyniosła prawie 73 mld zł, czyli ok. 27 proc. całej puli pomocy na lata 2007-2013.

"Ta wartość zakontraktowanych środków, czyli podpisanych umów, zdecydowanie się zwiększyła. To już jest 111 mld zł, jeśli chodzi o część wydatków kwalifikowanych, a w części dofinansowania unijnego jest to 78 mld złotych. Zbliżamy się do 30 procent" - powiedział.

Dodał, że do "zamrożonych 40 mld zł" trzeba podejść z pewnym zastrzeżeniem. Wyjaśnił, że system sprawozdawczości mierzy tylko wartość podpisanych umów z beneficjentami. "Jednak w przypadku dużych projektów - drogowych, infrastrukturalnych, związanych z bezpieczeństwem energetycznym - jest jeszcze etap przed podpisaniem umowy, czyli tzw. pre-umowy. (...) Teza o tym, że skoro nie ma podpisanych umów to nic się nie dzieje, jest tezą nieprawdziwą" - powiedział.