O tym, które spółki trafią na listę alertów, inwestorzy dowiedzą się po wtorkowej, ostatniej we wrześniu sesji. Wtedy giełda po raz pierwszy zakwalifikuje też akcje spółek do strefy niższej płynności.

- Biorąc pod uwagę nasze obliczenia, na liście alertów może znaleźć się kilka do kilkunastu spółek. Nie muszą się na niej znaleźć wszystkie z kursem poniżej 50 groszy, interesuje nas głównie zmienność kursu, która wpływa na bezpieczeństwo obrotu i wiarygodną wycenę akcji - mówi Beata Jarosz z zarządu giełdy.

Przy najbliższej kwalifikacji na listę alertów GPW będzie brała pod uwagę średni kurs i jego zmienność we wrześniu. Tym razem lista obejmie tylko spółki groszowe, bo na giełdzie nie jest notowana żadna w stanie upadłości. Przez listę alertów i związane z nią konsekwencje GPW chce skłonić zagrożone nią firmy do unikania działań, które mogą obniżyć kurs akcji poniżej 50 groszy, m.in. splitów, i doprowadzić do nadmiernych wahań kursu.

- Apelujemy do tych spółek, aby nie robiły więcej splitów, a wręcz scalały akcje - mówi Beata Jarosz.

Jedyną firmą giełdową, która informowała do tej pory o zamiarze scalania akcji, jest PC Guard, którego akcjonariusze 10 października mają zdecydować o upoważnienia zarządu do podjęcia działań zmierzających do scalenia akcji. Akcje firm, które znajdą się na liście alertów, nie będą uwzględnianie przy ustalaniu indeksów giełdowych i zostaną przeniesione do notowań w systemie kursu jednolitego.

- To dobra droga, być może pozwoli ukrócić działania spekulantów. Choć niekoniecznie należałoby łączyć je ze spółkami w upadłości i w kłopotach finansowych - mówi Tomasz Nowak, analityk Millennium DM.

Takie same konsekwencje czekają firmy, które znajdą się w strefie niższej płynności. Jednak im będzie o wiele łatwiej ich uniknąć. Trafią tu spółki, w przypadku których średnia wartość transakcji akcjami w ciągu kwartału była niższa niż 50 tys. zł na sesję i jednocześnie zawarto ich mniej niż dziesięć, a nie przystąpią do programu wspierania płynności. Program obejmuje m.in. podpisanie umowy z animatorem akcji i prowadzenie sekcji relacji inwestorskich na własnej stronie internetowej.

- Deklarację przystąpienia do programu złożyło do tej pory blisko 20 spółek. Umieszczenie firmy w strefie niskiej płynności ma uświadamiać inwestorom, że wyjście z jej papierów może być utrudnione. Niekoniecznie dlatego, że jest słaba, ale na przykład z powodu skupienia większości akcji w rękach inwestorów instytucjonalnych - dodaje Beata Jarosz.

Jednak sama umowa z animatorem nie gwarantuje, że płynność akcji spółek automatycznie wzrośnie.

- Musi jeszcze nastąpić wzrost zainteresowania danym walorem - mówi analityk Millennium DM.

SPÓŁKI, KTÓRYCH AKCJE KOSZTUJĄ MNIEJ NIŻ 50 GROSZY

• Fon • Mewa • Elkop • PC Guard • Sanwil • Orzeł • Masters • Polcolorit • Swarzędz • I&B System • Advadis • Beefsan • Bioton • eCard • Pepees

OPINIA

JACEK SOCHA

partner i wiceprezes PricewaterhouseCoopers w Polsce

Na inwestorów jak swoisty alert powinna działać każda spółka groszowa, ponieważ ryzyko związane z jej działalnością i notowaniami jest większe niż ryzyko związane ze spółkami, których akcje są wyceniane wyżej. Edukacja inwestorów co do rynku nisko wycenianych spółek powinna wystarczyć. Nie sądzę też, aby firmy określane jako groszowe podejmowały drastyczne decyzje co do scalania akcji w celu podwyższenia ceny papierów, bo w ten sposób po pierwsze ograniczą liczbę akcji w obrocie, a po drugie, nie da się nagle znacznie podnieść wartości spółki. Może się okazać, że po komasacji akcji firma i tak wpadnie później do grupy spółek groszowych, a wtedy inwestorzy będą działali jeszcze bardziej nerwowo. Ponadto, jeżeli spółki groszowe będą umieszczane na liście alertów razem ze spółkami w trudnej sytuacji finansowej, będzie to dla tych pierwszych rodzaj kary i wymieszanie nieprzystających do siebie kategorii oceny. Trzeba liczyć się z tym, że kiedyś na giełdę wejdzie sama GPW i będzie musiała uważać, aby przypadkiem nie dopisać informacji o alercie przy własnych akcjach.