Paliwa o właściwej jakości nie gwarantuje nawet znana marka. Przeprowadzone w minionym roku przez Inspekcję Handlową (IH) kontrole wykazały, że na tzw. chrzczone paliwo trafić można nie tylko na małych, należących do operatorów niezależnych stacjach benzynowych, ale także na działających pod takim logo, jak Orlen, Lotos, Lukoil czy Tesco. W sieciach tych IH nieprawidłowości wykryła w sumie w 11 obiektach – wynika ze wstępnych danych Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Obejmują one okres od 15 stycznia do 18 grudnia 2009 r. W tym czasie skontrolowano 1517 stacji benzynowych i 828 LPG. Oficjalny raport z wyników inspekcji za ubiegły rok ma być gotowy na przełomie lutego i marca.

Złej jakości paliwo może trafić się wszędzie, ale nie jest to już tak szerokie zjawisko, jak jeszcze kilka lat temu (badania są przeprowadzane od 2004 roku). Inspektorzy IH stwierdzili, że paliwa złej jakości sprzedaje 5,7 proc. stacji benzynowych. Oznacza to, że w co 17 placówce nie spełnia ono wystarczających norm.

Wynik jest lepszy niż w 2008 roku, gdy fatalne wyniki miało 8 proc. stacji, Jeszcze gorsze były lata 2004–2005, kiedy procent obiektów fałszujących paliwa sięgał rekordowych 11–17 proc. Ubiegłoroczny wynik jest identyczny jak osiągnięty w 2006 roku, choć gorszy niż dwa lata temu (w 2007 roku paliwa złej jakości sprzedawało 4,1 proc. stacji).

Zdaniem ekspertów na obecny poziom jakości benzyn i oleju napędowego wpływają nielegalne działania firm handlujących paliwem.

– Paliwo fałszują jednak nie tylko operatorzy stacji. Dopuszczają się tego również hurtownie – mówi nam ekspert ds. jakości, współpracujący z wieloma sieciami paliwowymi.

Wyniki kontroli w hurtowniach paliw, które inspektorzy IH odwiedzili w zeszłym roku, nie pozostawiają złudzeń. Aż 5,2 proc. z nich sprzedawało benzyny i olej napędowy niespełniające norm.

Więcej: Coraz mniej stacji sprzedaje paliwa złej jakości