"Oczywiście są obawy zgłoszone przez Polskę i inne kraje i oczywiście zostaną one wzięte pod uwagę. W pewnym stopniu zgłaszane poprawki mogą poprawić projekt" - powiedział komisarz UE dziennikarzom po spotkaniu z Nowickim w Brukseli.

Dimas zastrzegł jednocześnie, że poprawki nie mogą naruszyć głównego celu UE, czyli obniżenia do 2020 roku o 20 proc. emisji dwutlenku węgla. Mimo to jego wypowiedź świadczy o złagodzeniu stanowiska. Dotychczas komisarz kategorycznie ostrzegał, że zmiany przedstawionego przez Komisję Europejską (KE) w styczniu pakietu spowodują, że "cała misterna konstrukcja rozleci się jak domek z kart".

Nowicki wyszedł ze spotkania dość zadowolony. "W moim przekonaniu zyskał zrozumienie nasz postulat, jeśli chodzi o system ciepłowniczy. To już byłby ogromny sukces, dlatego że w budżetach rodzin polskich energia stanowi 12 procent: z tego 8 procent ogrzewanie, a cztery proc. energia elektryczna" - powiedział minister.

Polska zabiega o to, by ciepłownictwo było traktowane ulgowo

Chodzi o polski postulat ulgowego potraktowania sektora ciepłowniczego w unijnym systemie handlu emisjami gazów cieplarnianych (ETS), który wymusza redukcje emisji CO2. KE proponuje, by sektor ten był traktowany tak jak elektroenergetyka, co oznacza, że 100 proc. praw do emisji zakłady musiałyby kupić na specjalnych aukcjach już w 2013 roku. Polska zabiega o to, by ciepłownictwo było traktowane ulgowo, jak niektóre najbardziej energochłonne sektory przemysłu.

Nowicki argumentował, że rozpowszechniona w Polsce centralna produkcja energii cieplnej jest bardziej efektywna niż domowe źródła ciepła, a przy tym lepsza dla środowiska. W wielu krajach Europy Zachodniej nie ma systemów ciepłowniczych, co oznacza, że mieszkańcy indywidualnie ogrzewają swoje domy i mieszkania. W tych krajach emisje C02 z takiego ciepłownictwa nie są objęte systemem ETS, a w Polsce - tak, co stawia nasz kraj w gorszej sytuacji.

Nowicki przyznał, że "trudniej cokolwiek uzyskać" w sprawie drugiego polskiego postulatu, czyli stopniowego wprowadzania obowiązku aukcji uprawnień dla elektroenergetyki, począwszy od zaledwie 20 proc. w roku 2013.

Polska chce, by realizacja ambitnych celów pakietu uwzględniała fakt, że produkcja energii elektrycznej w Polsce jest w ponad 90 proc. oparta na węglu, czemu towarzyszy najwięcej emisji CO2. W konsekwencji polska elektroenergetyka - oraz konsumenci energii elektrycznej - poniesie większe koszty realizacji pakietu, niż ta oparta na gazie czy zero-emisyjna energetyka nuklearna.

"Polakom grożą podwyżki cen prądu o 70 proc."

Minister Nowicki wielokrotnie ostrzegał, że jeśli przejdą propozycje KE w obecnym kształcie, to Polakom grożą podwyżki cen prądu o 70 proc.

"ETS nie zwiększy cen energii do tego stopnia, jak czytałem w polskiej prasie (...). Nasze kalkulacje pokazują, że to będzie około 15 procent" - powiedział dziś Dimas. Ale - przyznał - nawet taka podwyżka może być zbyt wysoka dla najuboższych. "Dlatego zaproponujemy różne opcje, tak by najbiedniejsi nie odczuli konsekwencji walki ze zmianami klimatycznymi. Nie chcemy tworzyć żadnych problemów społecznych ani gospodarczych" - zadeklarował.

Komisarz przypomniał, że KE oczekuje wstępnego porozumienia w sprawie pakietu klimatyczno-energetycznego do końca roku, tak by dać "silny sygnał determinacji UE i pokazać, że walka ze zmianami klimatycznymi jest kompatybilna z rozwojem gospodarczym". Okazją do zaprezentowania takiego jednolitego stanowiska UE ma być grudniowa konferencja klimatyczna w Poznaniu.

"Jest problem czasu, bo wszyscy chcą na jesieni zakończyć negocjacje. A ja się pytam: czy przeszłość Europy jest warta tego, żeby się tak spieszyć? Jest konieczne, żeby spokojnie rozważyć wszystkie opcje i wybrać najlepszą. A że spieszyć się trzeba, żeby udała się konferencja w Poznaniu - to jest argumentem demagogicznym. Nie ma związku rozwiązań, które tutaj dyskutujemy, z konferencją w Poznaniu" - podkreślił Nowicki.

Jednym z proponowanych przez Polskę sposobów zmiany systemu ETS jest zastosowanie tzw. benchmarków

Jednym z proponowanych przez Polskę sposobów zmiany systemu ETS jest zastosowanie tzw. benchmarków. Chodzi o pułapy określające akceptowalny poziom emisji CO2 dla poszczególnych przemysłów energochłonnych. Kupowanie praw do emisji CO2 byłoby obowiązkowe tylko dla tych rozwiązań technologicznych, które powodują emisje CO2 powyżej dopuszczalnego pułapu. Taki system poparli w głosowaniu 10 września eurodeputowani z Komisji Przemysłu, Badań i Energii Parlamentu Europejskiego.

"Ten system też doprowadza do redukcji emisji, ale znacznie tańszym kosztem. Stanowi bezpośredni impuls, by modernizować produkcję. To jest opcja, którą warto rozważyć" - powiedział Nowicki. Dodał, że polskie postulaty w sprawie pakietu klimatyczno-energetycznego popierają kraje Grupy Wyszehradzkiej, a także Rumunia, Bułgaria, Estonia, Cypr, Grecja, a także - w pewnym stopniu - Niemcy.