Kredyty w euro udziela w tej chwili 13 banków. Najniższą marżę przy tego typu pożyczkach proponuje obecnie DnB Nord – wynosi ona 2,70 proc. W mBanku i Multibanku marża wynosi 3,3 proc. Czasem jednak można uzyskać jeszcze niższe oprocentowanie. Kredytobiorca, który otworzy rachunek w DnB Nord i zadeklaruje, że będzie przelewać na niego minimum 5 tys. zł co miesiąc przez pięć lat, może obniżyć marżę o kolejne 0,5 pkt proc.

– Jeśli kredytobiorca zainwestuje w jeden z planów inwestycyjnych banku i wykupi ubezpieczenie, to marża może być jeszcze niższa. Minimalna marża to 1,6 proc. – mówi Jarosław Sadowski z Expandera.

Do końca roku także w Banku Ochrony Środowiska stosowana ma być niższa marża przy kredytach w euro – o 0,3 pkt proc. Dotyczy to jednak tylko osób, które założą w banku konto i zadeklarują stałe wpływy na rachunek w wysokości minimum 3 tys. zł.

W Polbanku do końca tego miesiąca nie ma prowizji od kredytów, a marżę przy kredytach w euro można obniżyć aż o 1 pkt proc. (promocja do końca roku). Warunkiem jest założenie konta, zakup karty kredytowej i posiadanie udziału własnego na poziomie co najmniej 30 proc. wartości nieruchomości. W Nordei już od września obowiązują niższe marże dla kredytów w euro na kwotę powyżej 300 tys. zł. Mimo tych obniżek nadal najniższe marże stosowane na rynku przy kredytach w euro są dwa razy wyższe niż średnia marża, jaka obowiązywała przy tego typu kredytach przed kryzysem. Poprawa jest jednak widoczna i dotyczy także maksymalnej wartości kredytu w euro.

– Od 9 listopada w Raiffeisen Bank minimalny udział własny kredytobiorcy przy kredytach w euro spadł z 25 proc. do 20 proc. – mówi Jarosław Sadowski.

Generalnie do zaciągania kredytów we wspólnej walucie zachęca przede wszystkim niższe oprocentowanie. Składa się ono z marży bankowej i stawki rynku międzybankowego (LIBOR). O ile LIBOR dla franka jest niższy o około 0,5 pkt proc. w porównaniu z euro, to marże stosowane przez polskie banki są niższe dla kredytów nominowanych we wspólnej walucie (także prawie o 0,5 proc.). Z wyliczeń Expandera wynika, że przy przeciętnym kredycie w euro w wysokości 300 tys. zł na 30 lat rata kredytu wynosi 1 545 zł miesięcznie. Rata pożyczki we frankach jest niższa tylko o 10 zł. Taki sam kredyt udzielony w polskiej walucie będzie co miesiąc kosztował ponad 400 zł więcej (1954 zł). Wyraźnie tańszy jest tylko kredyt z dopłatą Skarbu Państwa, ale nie wszyscy mogą skorzystać z takiej pożyczki i nie każdą nieruchomość można za jej pomocą kupić.

Czynnikiem, który do tej pory przede wszystkim zachęcał do zaciągania kredytów w euro, było spodziewane szybkie wejście Polski do strefy euro i spadek ryzyka walutowego. Dzisiaj ten czynnik już nie działa, bo w zasadzie nie wiemy, kiedy możliwe będzie przyjęcie przez nasz kraj wspólnej waluty. Eksperci są jednak zgodni, że w najbliższych miesiącach na korzyść kredytów walutowych, w tym przede wszystkim pożyczek w euro, będzie działała sytuacja na rynku walutowym. Ekonomiści sądzą, że złoty będzie zyskiwał na wartości i tym samym wzrośnie opłacalność zadłużania się w walutach. Według danych Komisji Nadzoru Finansowego łączna wartość walutowych kredytów hipotecznych przekroczyła 140 mld zł. Pośrednicy potwierdzają, że 90 proc. udzielanych obecnie pożyczek walutowych to kredyty w euro.