Tesco idzie pod prąd i w dobie kryzysu otwiera supermarkety z towarami z wyższej półki. Sklepy powstają pod marką Savia, będącą w portfolio operatora od 1995 roku. Do zeszłego roku, licząca około 30 marketów sieć, znana przede wszystkim na południu kraju, pozostawała w uśpieniu. To oznacza, że nie była rozwijana.

– W zeszłym roku postanowiliśmy przeprowadzić test, jak sklep marki Savia sprawdzi się w innym regionie kraju, do tego w dużym mieście. Otworzyliśmy supermarket w Warszawie, na miejscu istniejącego Tesco. Po zmianie, liczba klientów w placówce, wzrosła w ciągu sześciu miesięcy o około 20-30 proc. – mówi Michał Kubajek z biura prasowego Tesco Polska.

Jak dodaje, planowany jest w związku z tym dalszy rozwój supermarketów Savia. Sklepy mają być otwierane także w centrach handlowych. Kilka dni temu miał już miejsce debiut sklepu Savia w nowo oddanym Fokus Mall w Piotrkowie Trybunalskim.

Jednak konkurencja nie obawia się nowej inicjatywy. Jak tłumaczą przedstawiciele istniejących już na rynku sieci delikatesów, skala działalności Savii jest na razie zbyt mała, by stanowić poważnie zagrożenie. Z drugiej strony, za rozwojem sieci stoi poważny gracz, który dysponujące potężną siłą zakupową. Innymi słowy, będzie on w stanie zaoferować bardzo atrakcyjne ceny w swoich supermarketach z wyższej półki. Konkurencja nie poddaje się i planuje dalszy rozwój na tym rynku. Szczególnie, że mimo kryzysu segment delikatesowy w Polsce radzi sobie bardzo dobrze.

– W I półroczu zanotowaliśmy 36-proc. wzrost sprzedaży w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Zwiększyła się też liczba klientów. We wrześniu na przykład przybyło ich 8 proc. – mówi Monika Jędrzejczyk ze spółki Alma Market, liczącej około 30 sklepów w kraju.

Dobre wyniki notuje też sieć Bomi. Jej zyski netto w I półroczu wzrósł o 11,5 proc. w stosunku do roku poprzedniego i wyniósł 23,1 mln zł. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosły natomiast 733,5 mln zł, co oznacza, że były na podobnym poziomie, co rok wcześniej.

– Dzięki stworzeniu Grupy Kapitałowej Bomi poprzez połączenie ze spółką Rast oraz zakup spółki Rabat Pomorze, udało nam się oprzeć negatywnym skutkom kryzysu oraz poprawić warunki handlowe na skutek wykorzystania efektu skali – tłumaczy Andrzej Wojciechowicz, prezes zarządu Bomi.

Efekt skali wykorzystuje też Alma Market, w której zaowocował on spadkiem cen oferowanych produktów.

– Renegocjowaliśmy umowy z dostawcami. I choć jesteśmy siecią delikatesową z segmentu premium, wiele produktów jest u nas tańszych niż w hipermarketach – mówi Monika Jędrzejczyk.

Dobre wyniki sieci delikatesowych tylko potwierdzają opinie analityków, że na kryzysie najbardziej ucierpią sklepy z tzw. średniego segmentu cenowego. Ich klienci przenoszą się bowiem albo do dyskontów, albo do delikatesów. Do pierwszych idą przede wszystkim w poszukiwaniu tańszych towarów. Delikatesy wybierają natomiast ze względu na wysoką jakość produktów, która jest już oferowana w przystępnej cenie.

2 tys. sklepów delikatesowych działa w Polsce. To około 3 proc. całego rynku

di.com.pl