Budowa magistrali Nord Stream (Gazociągu Północnego), która przez Morze Bałtyckie bezpośrednio połączy Rosję z Niemcami, omijając Białoruś i Polskę, może się rozpocząć już 1 kwietnia 2010 roku.
Publikacja: 18 listopada 2009, 12:27 Aktualizacja: 18 listopada 2009, 12:40
Poinformował o tym cytowany dziś przez rosyjską "Gazietę" Matthias Warnig, dyrektor zarządzający spółki Nord Stream, która projektuje, a także będzie budować i eksploatować bałtycką rurę.
Warnig przekazał, że do końca tego roku Nord Stream planuje pożyczyć na rynku bankowym 3,9 mld euro, a na początku przyszłego - 2,6 mld EUR. Według menedżera, zgodę na finansowanie gazociągu wyraziło 29 banków.
Warnig podał również, że jednym z partnerów finansowych spółki będzie także Hermes, niemiecka agencja ubezpieczeń kredytów eksportowych, która udostępni jej 1,6 mld euro.
Dotychczas utrzymywano, że budowa morskiego odcinka gazociągu będzie kosztowała 7,4 mld euro
Dotychczas utrzymywano, że budowa morskiego odcinka gazociągu będzie kosztowała 7,4 mld euro. Biznesplan projektu zakładał, że 30 proc. tej kwoty (czyli ok. 2,2 mld euro) wyłożą akcjonariusze, a 70 proc. (5,2 mld euro) pochodzić będzie z pożyczek.
Jako jednego z partnerów finansowych Nord Stream wymieniano też SACE, włoską agencję ubezpieczeń kredytów eksportowych. Początkowo miała ona udzielić spółce gwarancji na kwotę 1 mld EUR. Później rosyjski Gazprom, do którego należy 51 proc. akcji Nord Stream, poprosił agencję o zwiększenie gwarancji do 2,14 mld euro. Ta jednak jako zastawu zażądała części przychodów monopolisty z eksportu gazu.
Udziałowcami Nord Stream - obok Gazpromu - są też niemieckie E.On-Ruhrgas i BASF (po 20 proc.) oraz holenderski Gasunie (9 proc.). Dołączyć do nich chce również francuski Gas de France (GDF) Suez.
Konsultantami spółki są Societe Generale, ABN Amro i Commerzbank.
Nord Stream będzie się składał z dwóch nitek o długości 1220 km
Nord Stream będzie się składał z dwóch nitek o długości 1220 km i przepustowości po 27,5 mld metrów sześciennych surowca rocznie. Pierwsza nitka powinna być oddana do eksploatacji w końcu 2011 roku, a druga - w 2012 roku.
Nord Stream chce uzyskać wszystkie pozwolenia na budowę do końca 2009 roku.
Rosyjski analityk rynku gazowego Michaił Korczemkin uważa, że magistrala ta z ekonomicznego punktu widzenia nie jest potrzebna ani Rosji, ani Unii Europejskiej. W jego ocenie, jest to projekt polityczny, związany z presją na Polskę.
1: enigma z IP: 83.238.194.* (2009-11-18 13:44)
no niestety nie da się pogodzić sarmackiej szabelki z dyplomacją
obrażać się można na żonę i brata, a z sąsiadami trzeba żyć w dobrych stosunkach a nie odwrotnie
kiedy wreszcie ten naród zrozumie, że zdrowy rozsądek to nie uległość, a jego brak to nie żaden patriotyzm?
2: s z IP: 213.25.175.* (2009-11-18 21:47)
Po co budowac nord stream po dnie baltyku. To przedsiewziecie pochlonie sporo pieniedzy i czasu. Lepsze sa rurociagi naziemne i duzo tansze biegnace bezposrednio np przez skrawek rosji ktora sasiaduje z litwa i przez polske bezposrednio do niemiec. Po dnie baltyku to tylko niepotrzebnie stracona kasa. Poza tym Baltyk jest gleboki a w wodzie na dnie baltyku jest duze cisnienie. Zaden sprzet po samym dnie baltyku w rekordowo krotkim czasie by nie zszedl na taka glebokosc zeby rurociag wybudowac z Rosji do Niemiec i to jeszcze przez kilkadziesiat kilometrow. Skoro kontrakt z Rosja zawarty jest na gaz i gaz jest dostarczany przez ukraine i polske do europy zachodniej to widocznie to jest bardziej oplacalne niz budowa nord sttreamu po dnie baltyku.
3: S-w z IP: 62.111.200.* (2009-11-19 14:35)
Oczywiście, że pan Korczemkin realnie uważa; to jest tylko polityka i presja na Polskę.
Nie trzeba być prorokiem, że koszty budowy mogą być nawet kilka razy wyższe; wystarczy, że budowniczowie natrafią na zatopione gazy i inne świństwa i co wtedy poczną?
A co ile lat będą prowadzić remonty? Nic nie jest wieczne.Jakie będą koszty? I kto za nie zapłaci?
Zachodni odbiorcy zapłacą za wszystko, a to właśnie z miłości do nas?
Jeżeli to jest unijna polityka Niemiec i unijna solidarność energetyczna to źle nam to wróży.

Dzięki rywalizacji dwóch linii o pasażerów w te wakacje na pewno będziemy po Polsce latać tanio. Pytanie, czy wyniszczającą batalię opartą na promocjach wytrzymają linie lotnicze, które sporo dokładają do interesu






