Narodowy przewoźnik chce ograniczyć dostęp do polskiego rynku czarterów przewoźnikom, którzy nie są zarejestrowani w naszym kraju.

Ten pomysł przepadł w sejmowej podkomisji ds. nowelizacji prawa lotniczego. Jednak jak ustalił DGP wróci, tym razem z silnym wsparciem resortu infrastruktury. Ministerstwo podziela argumenty LOT o konieczności wprowadzenia ochrony w związku z nieuczciwą konkurencją zwłaszcza ze strony tureckich czy afrykańskich firm.

– Te linie są dotowane przez rządy tych krajów, a ponieważ prawo unijne zabrania nam podobnego działania, wprowadzenie ograniczenia byłoby sensowne – mówi rozmówca z Ministerstwa Infrastruktury.

Jak przyznaje, sprawa ma też aspekt fiskalny, bo tracimy pieniądze z podatków możliwych do osiągnięcia, gdyby linie były zarejestrowane w Polsce.

Ruch czarterowy to żyła złota. Jak podaje Urząd Lotnictwa Cywilnego (ULC), w 2008 roku czarterami przewieziono 2,7 mln pasażerów wobec 1,9 mln rok wcześniej. W tym roku tempo wzrostu na najważniejszych lotniskach utrzymuje się na poziomie 10–12 proc. Jak twierdzi Arkadiusz Litwiński, szef sejmowej podkomisji ds. nowelizacji prawa lotniczego, w dużej mierze to zasługa właśnie braku ograniczeń. Obecnie uruchomienie nowej trasy – także dla linii spoza Unii – jest formalnością. Muszą tylko ten fakt zgłosić w ULC. Przewoźnicy z UE mają jeszcze łatwiej.

Według Litwińskiego, ograniczenie, jakie proponuje LOT, w praktyce doprowadzi do zamrożenia polskiego rynku czarterowego, a w konsekwencji do całkowitego zamknięcia naszego rynku przed każdym nowym przewoźnikiem.

– Odbije się to negatywnie na cenach biletów. Mogą one wzrosnąć nawet o 200 zł – mówi Arkadiusz Litwiński.

Według Zbigniewa Sałka, wiceszefa Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk, ograniczenie takie może również osłabić rynek turystyczny.

– Problemem LOT jest brak samolotów. LOT nie będzie w stanie obsłużyć tylu pasażerów – mówi Zbigniew Sałek.

W ustawie ma się pojawić także przepis o konieczności konsultowania z działającymi przewoźnikami każdej trasy planowanej przez nową linię. Arkadiusz Litwiński uważa, że może to doprowadzić do patologii: celowego blokowania nowych przewoźników.