Niedawne spadki cen akcji SAS na giełdach uległy nagle zahamowaniu, a wczoraj niespodziewanie wstrzymano obrót nimi. Stało się to za sprawą nieoficjalnego sygnału, że zjawił się kupiec zainteresowany SAS-em i jest to Lufthansa.

SAS borykał się od wielu miesięcy z problemami ekonomicznymi i organizacyjnymi. Spowodowały to skoki cen paliwa, strajki personelu linii oraz pracowników skandynawskich portów lotniczych, a także sierpniowa katastrofa w Madrycie samolotu spółki Spanair, należącej do SAS.

Kierownictwo SAS starało się poprawić sytuację m.in. przez programy oszczędnościowe przewidujące zmniejszenie kosztów o ponad 292 mln euro rocznie oraz zwolnienie ok. 2500 osób. Zamiary te nie zostały w pełni zrealizowane.

Pierwsze rozmowy między SAS a Lufthansą podjęto już przed rokiem

Według obserwatorów pierwsze rozmowy między SAS a Lufthansą podjęto już przed rokiem. Ale wówczas Niemcy wycofali się w obawie m.in. przed bardzo silnymi związkami zawodowymi w skandynawskich liniach.

Nie jest jasne co spowodowało, że ponownie Lufthansa i SAS rozpoczęły negocjacje. Według ekspertów, kłopoty skandynawskich linii wzrosły i kierownictwo SAS prawdopodobnie poszło na duże ustępstwa.

W takiej sytuacji będzie łatwiej też przekonać rząd Szwecji, do którego należy 21,4 proc. udziałów w SAS, by zgodził się na ich sprzedaż i prywatyzację spółki. Trudniej będzie z rządami Norwegii i Danii posiadającymi po 14,3 proc. akcji i które nigdy wcześniej nie myślały o ich sprzedaży.