Według prognoz ekonomistów wzrost gospodarczy w przyszłym roku wyniesie ok. 4,5 proc., i co warte podkreślenia, w ciągu ostatnich miesięcy prognozy te korygowane były w dół. Tak też uczynił rząd, ale zdaniem Ministerstwa Finansów polska gospodarka nadal będzie rozwijać się w tempie bliskim 5,0 proc.

- Wygląda na to, że jest w tej prognozie sporo urzędowego optymizmu - mówi Marcin Mrowiec, p. o. głównego ekonomisty banku Pekao.

Podobnego zdania jest Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.

- Prawdopodobnie wyższy wzrost gospodarczy w II kwartale dał impuls rządowi do szacowania płytszego spowolnienia gospodarczego w przyszłym roku. Zmiana z 5,0 do 4,8 proc. jest dość kosmetyczna i nadal planowany wzrost jest bardzo wysoki na tle oczekiwań rynkowych - uważa.

To oznaczałoby, że spowolnienie gospodarcze, które przyczyniłoby się do osłabienia presji inflacyjnej i presji na wzrost płac - w ocenie rządu - nie nastąpi.

- Scenariusz, w którym gospodarka się rozwija w tempie 4,8 proc. w 2009 roku, to scenariusz proinflacyjny - mówi Jakub Borowski.

Tymczasem resort finansów prognozuje, że inflacja średnioroczna w przyszłym roku wyniesie 2,9 proc. wobec 4,4 proc. w tym roku.

Ekonomiści zakładają, że to właśnie głębsze spowolnienie pomogłoby obniżyć inflację.

- Takiej sytuacji w gospodarce nie było od dekady. Pierwszy wstrząs to wysokie ceny surowców i energii. Drugi wstrząs to spowolnienie wzrostu za granicą i jest to silne spowolnienie, które może sprawić, że wzrost PKB w strefie euro wyniesie w 2009 roku mniej niż 1 proc. Trzeci wstrząs jest związany z krajową polityką monetarną, czyli wysokimi stopami procentowymi i mocnym kursem walutowym - mówi Jakub Borowski.

Zdaniem ekonomisty Invest Banku może to oznaczać spowolnienie nominalnego PKB, ale nie musi oznaczać od razu ubytku dochodów.

- Inaczej sytuacja wygląda, gdy PKB spada w ujęciu nominalnym z powodu słabnącego eksportu, a inaczej gdy z powodu słabej konsumpcji. Zagrożenie dla wykonania prognozy dochodów istnieje, ale jest niewielkie - twierdzi.

Niepokoją również prognozy wzrostu PKB na kolejne lata.

- Polska nie będzie samotną wyspą i ciężko oczekiwać, by spowolnienie, które dotyka gospodarki innych krajów, u nas miałoby się ograniczyć w 2009 roku do 4,8 proc., by potem nastąpił już powrót silnej koniunktury. Byłby to najlepszy wynik na świecie. Patrząc na prognozy na rok 2010, ciężko oczekiwać, że będzie on lepszy niż 2009 - mówi Marcin Mrowiec.

A wraz z niższą inflacją i spadającym wzrostem PKB mogą pojawić się problemy ze stroną dochodową.

- Jeżeli w 2009 roku widać, że wzrost gospodarczy bilansuje się z inflacją, to w kolejnych latach mogą być większe kłopoty. Niższa będzie nie tylko inflacja, ale i wzrost gospodarczy, a to może powodować problemy po stronie dochodowej budżetu. Powstanie ryzyko dla realizacji programu konwergencji - podsumowuje ekonomista Pekao.

MIREK KUK

mirek.kuk@infor.pl