Polacy pod względem liczby posiadanych psów i kotów ustępują w Europie jedynie Francuzom. Koszty uruchomienia lecznicy dla zwierząt są wysokie, ale rekompensują je zyski.
Publikacja: 8 września 2009, 03:00 Aktualizacja: 8 września 2009, 10:38
Według szacunków firm produkujących karmę dla zwierząt w polskich domach żyje 8 mln psów i ponad 6 mln kotów. To armia potencjalnych klientów gabinetów weterynaryjnych, których w Polsce jest kilka tysięcy. Ile dokładnie – nie wiadomo.
– Opieka nad zwierzętami znajduje się w tej chwili w 100 proc. w prywatnym sektorze – mówi Anna Pyrka z Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej.
GP policzyła, że otwarcie gabinetu kosztuje od 130 do 160 tys. zł. Najwięcej pochłoną zakupy specjalistycznego sprzętu i wyposażenia. Na obowiązkowej liście niezbędnych urządzeń znajdują się m.in. aparat RTG, sterylizator, stół chirurgiczny, sprzęt anestezjologiczny, stetoskop, termometry, meble do poczekalni. Początkowe koszty otwarcia gabinetu można obniżyć, starając się o leasing najdroższego sprzętu. Należy jednak pamiętać, że taka operacja będzie oznaczała znaczną podwyżkę miesięcznych kosztów funkcjonowania firmy, które w przypadku placówek leczących zwierzęta nie należą do najniższych.
Wśród stałych kosztów jednym z największych wydatków będzie pensja dla lekarza z uprawnieniami, bez którego nie będziemy mogli przyjmować pacjentów. Ponieważ otwarcie unijnych granic spustoszyło krajowy rynek pracy, żeby znaleźć pracownika, trzeba wyłożyć co najmniej 3,5 tys. zł miesięcznego uposażenia.
W największych miastach za lokal o powierzchni kilkudziesięciu metrów trzeba zapłacić od 1 tys. do 2,5 tys. zł. Cena zależy od lokalizacji. Do tego dojdzie utrzymanie lokalu, czyli opłaty za media, przede wszystkim prąd, głównie do oświetlania pomieszczeń, niezbędnej w gabinecie klimatyzacji oraz do pracy wielu urządzeń. Wysokość rachunków za media może przekroczyć nawet 1 tys. zł.
Jedną z największych pozycji w miesięcznym budżecie są wydatki na uzupełnianie zapasu leków oraz narzędzi chirurgicznych. Mogą sięgnąć nawet 10 tys. zł.
1: jacek z IP: 89.77.122.* (2009-09-09 20:36)
Wiadomość została ukryta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
2: znafcatematu z IP: 87.205.117.* (2010-11-20 12:31)
sporo bzdur - gabinetom weterynaryjnym nie wolno się reklamować poprzez prasę, ulotki (tylko w gabinecie) itp. Zabrania tego izba weterynaryjna a za takie działania może grozić nawet zamknięcie gabinetu czy cofnięcie prawa wykonywania zawodu...
Nadto baza klientów o wielkości kilkuset pozycji to co najmniej 2lata pracy przy minimalnych stawkach.
Urządzenie gabinetu za 160 tys to też mżonki - sam rentgen kosztuje 200 tyś. do tego USG 36tyś, kompletna sala chirurgiczna 170tyś (narzędzia, autoklaw, oświetlenie, pompy infuzyjne, narkoza wziewna, monitoring pacjenta, odciągi powietrza, ssak, koncentrator tlenu), poczekalnia to ok 20tyś, kolejne wydatki to podstawowe analizatory krwi (biochemia, morfologia, rozmazy) to minimum 30 tyś. W obecnych czasach to jest podstawowe wyposażenie jeżeli mamy być konkurencyjni. Tak na poważnie należy dokupić do tego jeszcze endoskop, zestaw stomatologiczny , klatki i przystosowany samochód uterenowiony. (na pace szuflady na leki i sprzęt oraz klatkę)..
To są prawdziwe minimalne koszty...samego sprzętu.
3: Petronas z IP: 83.6.191.* (2011-10-05 18:32)
Kolego widze ze chcialem wszystkich zniechecic... Kiedy pierwszyt raz przeczytalem Twoj komentarz zdebialem, dzisiaj nie bedac ani weterynarzem ani nie majac wiele kasy twierdze ze dla kazdego cierpliwego i z ambicjami da sie stwortzyc fajne i przytulne miejsce za strosunkowo nizsza kase niz wymieniles. Fakt bariera wejscia jest istotrna, ale nie jest az tak wysoka...

Dzięki rywalizacji dwóch linii o pasażerów w te wakacje na pewno będziemy po Polsce latać tanio. Pytanie, czy wyniszczającą batalię opartą na promocjach wytrzymają linie lotnicze, które sporo dokładają do interesu






