Spółki pracownicze po prywatyzacji osiągają większe zyski – wynika z raportu NIK. Do prywatyzacji pracowniczej najlepiej nadają się mniejsze firmy. Firmy leasingowe nie są zainteresowane finansowaniem prywatyzacji pracowniczej.
Publikacja: 19 sierpnia 2009, 03:00 Aktualizacja: 19 sierpnia 2009, 11:27
Ministerstwo Gospodarki proponuje, by przynajmniej część spółek przeznaczonych do prywatyzacji do końca przyszłego roku sprywatyzować za pomocą leasingu pracowniczego. Ekonomiści mają bardzo różne opinie na temat tej formy prywatyzacji.
– Prywatyzacja pracownicza okazała się nieskuteczna, bo rzadko kiedy w wyniku tego typu przekształceń powstaje właściciel, który ma kapitał i jest skłonny inwestować w spółkę. Bez tego mamy rozproszony akcjonariat i bardzo utrudnione zarządzanie firmą – uważa Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku.
– Zdefiniowany właściciel, najlepiej właściciel branżowy lub kapitałowy, to lepsze rozwiązanie, bo to zapewnia najwyższy wzrost efektywności, choć oczywiście może się to nie podobać pracownikom i związkom zawodowym – dodaje Rafał Antczak z Deloitte.
Jednak nie wszyscy eksperci z tym się zgadzają.
– To jest mit, że zawsze jest lepiej, gdy jest jeden właściciel. Prywatyzacja pracownicza to dobry pomysł, szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw. Mam wątpliwości tylko w przypadku dużych firm, bo pracowników na pewno nie stać na ich przejęcie – uważa Marcin Piątkowski z Akademii Leona Koźmińskiego.
Najwyższa Izba Kontroli bardzo pozytywnie ocenia proces przekształceń własnościowych polegający na przejęciu kontroli nad firmą przez pracowników.
– W latach 2000–2007 sprywatyzowano w ten sposób 185 przedsiębiorstw. Tylko w 14 przypadkach prywatyzacja się nie powiodła, bo spółki nie regulowały płatności i Skarb Państwa musiał rozwiązać umowy – mówi Zbigniew Matwiej z NIK.
Ministerstwo Skarbu nie ma niestety danych dotyczących dochodów, jakie budżet państwa uzyskał od spółek pracowniczych, które przejęły na własność swoje przedsiębiorstwa.
1: HL z IP: 195.205.254.* (2009-08-19 11:35)
Firma musi mieć właściciela. Prywatyzacja pracownicza to fikcja. Pracownicy dostają akcje, które natychmiast sprzedają. Tak naprawdę uwłaszczają się po prostu na majątku państwowym.
I proszę mi tu nie truć, że "oni ten majątek wypracowali". Pracowali i za to dostali wynagrodzenie. I to im powinno wystarczyć.

Dzięki rywalizacji dwóch linii o pasażerów w te wakacje na pewno będziemy po Polsce latać tanio. Pytanie, czy wyniszczającą batalię opartą na promocjach wytrzymają linie lotnicze, które sporo dokładają do interesu

Akcje Facebooka tracą na wartości. Drugiego dnia handlu cena spadła poniżej ceny emisyjnej. »




